Sarah Gailey

Na górze, w sypialni

Isaac nie przyjął wieści o zaręczynach dobrze.

Nadia zastanawiała się nad tym, przyciskając policzek do ziemnej ścianki wanny. Była silna, a Isaac Cornette był małym mężczyzną, a mimo to wrzucenie go do wanny nie było łatwym zadaniem.

Nadia zwilżyła szmatkę w wannie i docisnęła ją do gorącej skóry na swoim karku, łapiąc oddech. Nie, Isaac wcale nie przyjął wieści o zaręczynach dobrze. Jego gniew był wykańczający; cała ta sprawa sprawiała, że chciała się wyłączyć.

Haft na jej gorsecie obryzgała krew, a koronkowe obszycie na dole falbany pełnej spódnicy było przemoczone. O krwi nie pomyślała wcześniej. Głowa Isaaca, jak sama odkryła, miała w sobie dużo krwi. Nigdy jej nie powiedział. Skąd mogła to wiedzieć, skoro nigdy jej o tym nie powiedział?

Z wanny rozległy się ściszone odgłosy pękania i kruszenia, gdy lód wewnątrz osiadał pod ciężarem Isaaca. Nadia otarła mokrą tkaniną dekolt i spojrzała na niego. Był bardzo blady, ale nadal oddychał.

Pewnie nic mu nie będzie. Pewnie potrzebował tylko na chwilę wyłączyć zasilanie. Potrzebował obniżyć temperaturę rdzenia.

Nadia wstała i popatrzyła z góry na swoją suknię ślubną. Była skutecznie zniszczona. „No tak.” Chwyciła przód gorsetu i, lekko chrząkając z wysiłku, rozerwała wszystko na pół. Małe szklane koraliki rozsypały się wokół niej, gdy rozrywała jedwab i koronkę oraz taftę i krynolinę z końskiego włosia na dwoje. Upuściła huśtające się warstwy żółtej tkaniny, pozwalając im ułożyć się w kupkę wokół jej stóp.

Kiedy wyskoczyła z teraz podwójnie zrujnowanej sukienki, zastanawiała się, dlaczego Isaac tak słabo przyjął jej dobrą nowinę? Od czasu swojego debiutu słyszała tylko o małżeństwie. Leticia Monroe i Prudence Cawthorne opowiadały o tym, jak ważne jest znalezienie dobrego człowieka przed końcem sezonu — Nadia myślała, że Isaac będzie zadowolony z jej sukcesu. Zamiast tego był aż tak wściekły, że się zepsuł.

Spojrzała przez ramię na bałagan, który był jej łazienką: na wpół roztopiony lód porozrzucany po płytkach rozcieńczający zbierającą się krew i zmieniający jej kolor na różowy. Jeszcze więcej szkarłatnych plam na ścianach i koraliki rozrzucone tu i ówdzie. I oczywiście ciężka drewniana rama rozbitego zabytkowego lustra, z wilgotnymi, zaczerwienionymi kępkami siwych włosów przyklejonymi do boku. „Jakie to straszne”, ale przestała o tym myśleć. Posprzątanie będzie dla służących prawdziwą katorgą, ale poradzą sobie z tym. Były całkiem dobre w swojej pracy.

Nadia zamknęła drzwi do toalety i pociągnęła za sznur dzwonka w sypialni. Zanim będzie mogła wrócić na obiad musi się znów ubrać.

Na dole, w jadalni

Isaac nie przyjął wieści o zaręczynach Nadii dobrze.

Stephen Vanderbilt — tak, ten z Boston Vanderbilts i tak, ten sam Stephen Vanderbilt, który brał udział w tych szemranych interesach z Tussy Hedrenem podczas wyścigu łodzi poprzedniej jesieni — zastanawiał się nad gniewem ojca Nadii, bawiąc się widelcem do ostryg. Przed nim, ułożone na tacy z lodem siedziały puste muszle po ostrygach. Jego żołądek buntował się, chociaż nie był pewien, czy to z powodu ostryg, czy kłótni. Naprzeciw niego plama z wina wtuliła się wygodnie w biały obrus. Stephen obserwował plamę, zazdroszcząc jej. Ta plama dotyczyła jego spraw. Była dokładnie tam, gdzie chciała być. Nie powinna się uważać za szczęśliwą tylko dlatego, że znalazła coś, do czego może się przykleić.

Stephen był człowiekiem, którego najlepszy okres właśnie przeminął. Zbytnio sobie folgował, pozwalał sobie na naiwność i metaforyzm. Przesadził z ostrygami, chociaż nie dbał o nie — ale to było w porządku. Zasługiwał na nie, podobnie jak zasługiwał na to, by Nadia zadomowiła się u niego niczym perła w skorupie ostrygi (jeśli nie dało się znaleźć metafory, Stephenowi często wystarczały porównania). Ale potem pojawiło się gumowate, szare mięso ostrygi: niezbędne do powstania perły, ale okropne pod każdym innym względem. Stephen zastanawiał się, jak pozbyć się mięsa, nie jedząc go.

Mięsem rzecz jasna był Isaac.

Ojciec Nadii — czy był raczej jej strażnikiem? A może wujkiem? Wydawało się, że nikt nie wiedział — wcale nie przyjął wieści o zaręczynach dobrze. Krzyknął, uderzył pięścią w stół, rozlał wino Nadii i wybiegł. Zachowywał się jak pan młody porzucony przy ołtarzu. Wcale nie jak ojciec.

A Nadia oczywiście — słodka, perłowa Nadia — pobiegła za nim, nie mówiąc ani słowa do Stephena. Pomyślał, że to było bardzo w jej stylu, niepokoić się tak bardzo Isaaciem. Była tak słodką dziewczyną. Tak zgodną, cichą i uroczo naiwną. Stephenowi się to w niej podobało — przynajmniej naiwność i sposób, w jaki zawieszała się przed każdym słowem. Jak perła zawieszona we … wnętrzu ostrygi.

Minęło prawie trzydzieści minut, odkąd wyszła, a Stephen wypił całe wino, łącznie z tym, które zostało w kieliszku Isaaca; i z niechęcią zjadł wszystkie ostrygi. A teraz był trochę pijany i nieco go mdliło, a jego metafory błądziły chaotycznie po całym pomieszczeniu. Podobnie jak robiłyby to ostrygi, gdyby miały nogi.

Stephen zdał sobie sprawę, że nie zna drogi do palarni, więc zadzwonił po lokaja. Musiał oczyścić głowę, zanim Nadia i Isaac wrócą na dół.

W głowie Ady

To właśnie Ada odpowiedziała na dzwonek panny Nadii.

Ada nie powinna była odpowiadać na dzwonek panny Nadii. Ada nie była służącą — była kucharką, i była nią wystarczająco długo, by poznać różnicę. Ale zwyczajowa służąca pani Nadii, Beatrice, miała zatrucie pokarmowe (lub, jeśli wierzyć szeptom w kuchni, była w początkowym stadium ukrytej ciąży), i kiedy zadzwonił dzwonek panny Nadii, Beatrice nie było, aby mogła na niego odpowiedzieć.

To wciąż nie znaczyło, że to Ada powinna była odpowiadać na dzwonek panny Nadii. Powinna była znaleźć panią Patterson, gospodynię domową i powiedzieć „dzwoniła pani Nadia”, a potem nigdy więcej o tym nie myśleć.

Ale Ada zobaczyła, że dzwonek dzwoni i brzmiał jak okazja. Gdyby odpowiedziała i dobrze się spisała, może mogłaby któregoś dnia dostać awans. Może sama mogłaby zostać służącą, a do tego dostać trochę większe wynagrodzenie. Dzięki podwyżce mogłaby kupić fioletową wstążkę i zacząć podwiązywać z tyłu nią włosy, a wtedy szofer Albert zauważyłby jej długą, smukłą szyję i komplementowałby ją, a ona śmiałaby się i rumieniła, a on wziąłby ją za rękę i spytał, czy spotka się z nim później w ogrodzie wieczorem, a ona powiedziałaby tak.

Więc, kiedy zadzwonił dzwonek, Ada poszła do sypialni panny Nadii. Wiedziała, że nie powinna była iść, wiedziała, że lepiej nie iść, ale i tak poszła.

Trzeba przyznać, że nie krzyczała. Nie od razu.

Oto rzeczy, o których Ada chciała krzyczeć: krwawe ślady stóp prowadzące z toalety do toaletki panny Nadii; nagość panny Nadii; tułów panny Nadii, który wisiał rozwarty niczym drzwi szafy; zielono-srebrna pajęczyna obwodów, które dekorowały wnętrze klatki piersiowej panny Nadii. Od ściany do skwierczącej miedzianej cewki, która umieszczona była pośrodku gniazda drutów, w miejscu, gdzie powinno być serce panny Nadii, rozciągał się długi, kleisty kabel.

Ada nie wykrzyczała żadnej z tych rzeczy, nie, chociaż miałaby do tego prawo. Nie krzyczała, bo pomyślała: „służąca by nie krzyczała”. Zamiast tego zacisnęła pięści i zapytała pannę Nadię, czego potrzebuje.

Panna Nadia potrzebowała ubrać się na obiad. Ada więc, bez krzyku, ubrała ją. Zamknęła żebra panny Nadii i, po minimalnym instruktażu, uszczelniła szwy w ciele panny Nadii rurką czegoś, co pachniało obrzydliwie, ale wyschło całkowicie. Ścisnęła gorset panny Nadii tak mocno, jak tylko mogła, i pomogła jej założyć zieloną jedwabną sukienkę, która była nieco ciężka jak na wiosnę, ale sprawiała, że jej mleczna skóra wydawała się świecić w blasku świec. Oczyściła włosy panny Nadii i upięła je w kaskadę loków. Zwinęła długi, kleisty kabel i schowała go pod kosmetyczką panny Nadii.

A potem, gdy panna Nadia zeszła na obiad, Ada weszła do toalety i zobaczyła całą krew, i to właśnie wtedy Ada w końcu krzyknęła.

W głowie Alberta

To właśnie Ada odpowiedziała na dzwonek Nadii, a Albert odpowiedział Stephenowi.

Szofer Albert powinien siedzieć z Beatrice. Technicznie rzecz biorąc, to była jego wina, że była taka, eee, chora. Ale musiał pracować, a poza tym tak naprawdę nie lubił Beatrice. Ciągle była na niego zła, ciągle wredota, ciągle go męczyła, żeby wziąć ślub, jakby to miało coś wspólnego z czymkolwiek. Drażniła się z nim przez cały dzień, nawet po tym, jak poszedł i znalazł lek, którego chciała. Powiedział jej, że nie może uciec od pracy, więc z Beatrice poszedł usiąść kamerdyner Marcus; tymczasem Albert siedział w kuchni i flirtował z Adą, unikając bystrego oka pani Patterson.

Ale potem, gdy pani Patterson nie było w domu, zadzwonił dzwonek panny Nadii, a Ada odpowiedziała na wezwanie, udają się na górę. A potem zadzwonił kolejny dzwonek, a w kuchni nie było nikogo oprócz Alberta, więc też poszedł na górę. Pomógł zamroczonemu alkoholem panu Vanderbiltowi wstać z krzesła — mężczyzna mówił o ostrygach, nogach i pannie Nadii — i wszedł do palarni. Albert zapalił cygaro pana Vanderbilta i kiwał głową przez chwilę, gdy starszy mężczyzna paplał bez sensu po ostrygowym mięsie.

— Jest tak bardzo szare, widzisz, podobnie jak serce Isaaca, i mówię, czy to był krzyk z góry? Idź tam i sprawdź, czy wszystko jest w porządku. Marsz i przynieś ze sobą trochę brandy.

Albert z wielką ulgą właśnie odwrócił się, by wyjść, kiedy drzwi się otworzyły i weszła panna Nadia, sapiąc. Pan Vanderbilt wstał, trochę za szybko. Złapał się za oparcie krzesła, ustabilizował się i ukłonił się pannie Nadii w wyrafinowany sposób.

— Co tu robisz, kochanie? Na pewno powinnaś być w palarni? To nie miejsce dla takiej pięknej perły jak ty.

Panna Nadia podeszła do szezlongu i usiadła, unikając szklistych oczu pana Vanderbilta. — Bzdury opowiadasz, Stephen. Często tu siedzę z Isaakiem.

Pan Vanderbilt opadł z powrotem na krzesło, rozkładając nogi. Jego bełkotliwy bostoński akcent był jeszcze silniejszy niż zwykle. — To dziwne. Czyż nie jest to dziwne, Albercie? Że nie nazywa go „Ojcem” ani „Papą”? Myślałem, że tak właśnie perły powinny nazywać swoje ostrygi. Prawda?

Albert nie odrywał wzroku od belki kominka, nie mając pojęcia, jak odpowiedzieć. Panna Nadia przyszła mu na ratunek. — Stephenie, przez ciebie Albert czuje się niekomfortowo. Albercie, możesz wyjść.

Panna Nadia uraczyła Alberta uśmiechem, a on odważnie odwzajemnił go, zanim uciekł z pokoju.

W głowie Isaaca

Gdy Ada się hiperwentylowała, Isaac Cornette leżał nieprzytomny w wannie. Pękał pod nim topniejący lód.

Powstał w kostkarce do lodu, którą Cornette wynalazł, aby rozwiązać problem przegrzewania się Nadii. Jej konstrukcja została przewidziana do chodzenia w pływających sukienkach z podwyższoną talią, a nie w gorsetach, półhalkach i rogówkach. Nie mógł był przewidzieć, jak moda zmieni się od czasu ukończenia projektu pierwszego modelu Nadii. Ale mógłby zainstalować dodatkowy wentylator tylko, poszerzając jej biodra, a to po prostu by się nie sprawdziło. Zamiast tego wynalazł kostkarkę do lodu i nakazał Beatrice, aby przez cały czas dbała, aby wanna była wypełniona lodem i pomagała Nadii wchodzić do wanny, gdy tylko poczuje się słabo. Było to prowizoryczne rozwiązanie, ale jak dotąd sprawdzało się.

Isaac leżał nieprzytomny na lodzie, a z jego głowy ściekała  krew. Zwykle, gdy Isaac spał, śnił o Nadii w zwiewnej, romantycznej sukni, z włosami skręconymi kaskadowo w loki, siedzącej u jego stóp i patrzącej na niego z uwielbieniem. Chciał, by przed zainstalowaniem aktualizacji oprogramowania sprzętowego 010.żona.cz% zaaklimatyzowała się w życiu społecznym. Chciał, żeby zaaklimatyzowała się i zrozumiała zasady, aby mogła poprowadzić go przez zawiłości sceny społecznej — był zmęczony samotnością, ale nie należał do grupy wtajemniczonych, nie znał właściwych ludzi. Stał się bogatym, starym ekscentrykiem, zapraszanym na kolacje tylko ze względu na to, kim był jego ojciec, i to bolało. I tak chętnie czekał, zadowolony z marzeń. Czekał pięćdziesiąt lat, aż wynalazł kobietę idealną do ogrzania jego łóżka i serca. Miała na nowo wprowadzić w jego życie przyjaźń. Był wtedy zadowolony, czekając kolejnych sześć miesięcy, aż do końca sezonu londyńskiego, kiedy, jak myślał, będą mogli przenieść się do Filadelfii lub Bostonu, z dala od ludzi, którzy zakładali, że jest jego córką, jego opiekunką lub siostrzenicą. Ludzi, których musiał okłamywać, aby zachować godność. Z przyjemnością czekał, aż po tej przeprowadzce uczyni ją swoją żoną.

Ale nie czekała na niego.

Isaac Cornette żył w intelektualnej samotności, otoczony wynalazkami, które go nie doceniały. Żył życiem cichego geniusza, samotnie jadając posiłki w swoim laboratorium, aby nie przerywać pracy.

Umarł, przyprawiony o dreszcze i samotny, w wannie wypełnionej lodem, przygotowanej dla towarzyszki, którą uruchomił zaledwie sześć miesięcy wcześniej, podczas gdy jego najlepszy wynalazek pozbierał się i wrócił na kolację.

Na dole, w salonie

Nadia poczuła się słabo. Musiała przesunąć szezlong bliżej kominka, ponieważ Stephen kopał go dla zaakcentowania emocji, i miała wrażenie, że ciepło ją dusi. W momencie kiedy Ada chwyciła gorset Nadii, coś pękło w jej korpusie; Nadia westchnęła, a z jej klatki piersiowej wydobył się wysoki gwizd. Będzie musiała poprosić Isaaca, żeby to później naprawił.

— I widzisz, w tej metaforze jesteś diamentem, jesteś diamentem w perle…

Nadia nigdy wcześniej nie widziała, żeby Stephen był pijany. Nigdy też nie była z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu, nawet gdy oświadczył się jej na pikniku w zeszłym tygodniu. Teraz, gdy się nad tym zastanowiła, zdała sobie sprawę, że naprawdę zaręczyła się z nim tylko dlatego, że o to poprosił, i ponieważ przeszła ją myśl, że powinna powiedzieć „tak”. Jego twarz była bardzo czerwona — prawie tak samo, jak Isaaka, kiedy Nadia ogłosiła zaręczyny — i mówił dalej o jakimś objawieniu, które miał, kiedy była na górze.

Trudno jej było za nim nadążyć, i to nie tylko dlatego, że zaczął wcinać się z kolejną bezsensowną metaforą. Rozproszyła ją niepokojąca myśl.

— …a diament, jest — och, wybacz moja droga, nienawidzę bekać w obecności damy — mięso ostrygowe jest —

— Stephenie, gdzie jest twój przycisk?

Stephen zatrzymał się w połowie zdania, a kilka części twarzy, które jak dotąd nie zarumieniły się, szybko nabrały różowej barwy.

— Mój, eee. Mój przycisk, kochanie?

— Tak. Twój przycisk. Gdzie on jest?

Stephen jąkał się, wpatrując się w swój kieliszek do brandy. — Ja… ym. Nie jestem pewien, czy to do końca…w sensie…

Nadia otworzyła swój składany wachlarza i zatrzepotała nim w pobliżu twarzy, mając nadzieję, że trochę się schłodzi. Zbyt duszny pokój zaczynał się rozmywać na krawędziach.

— Och, tere-fere, Stephen. Po prostu pokaż mi, jeśli nie możesz powiedzieć. Wstała i zrobiła krok w stronę Stephena, który zeskoczył z krzesła i potknął się o podnóżek, rozlewając brandy na cały przód swojego ciała. Spojrzał z rozbawieniem na dół i zaczął wycierać swoją koszulę chusteczką, mamrocząc o kulturze.

Nadia zamarła, wpatrując się w pokrytą pieprzykami, łuszczącą się skórę głowy, wyraźnie widoczną przez przerzedzone owłosienie. Ale brakowało nie tylko włosów.

— Stephenie. Czy ty nie masz wyłącznika?

Stephen patrzył na nią, marszcząc brwi w niezrozumieniu. — Yyy…czego?

— Wyłącznika. Jak ten. Nadia przechyliła głowę i rozdzieliła włosy, aby pokazać mu czerwony guzik wyrastający jej z czaszki, bezpośrednio na czubku głowy.

Stephen zwymiotował brandy na tapicerowany fotel, na którym siedział.

— Och! Och, nie, och, Stephenie. Nadia podbiegła do niego. — Co ci jest? Czy to…coś nie tak z ostrygami? Sięgnęła w jego kierunku, ale on odskoczył, unikając jej dotyku.

— Co się stało, Stephenie? Piskliwy jęk podcinał jej słowa. Ledwie mogła złapać oddech. Była taka gorąca. Próbowała wziąć głęboki oddech, by uruchomić wentylatory pomocnicze, ale Ada za mocno zasznurowała gorset i nie dała rady się przewentylować. Spojrzała na Stephena, na jego sflaczałą szczękę i zaczerwienione policzki. On był taki czerwony.

— Stephenie, czy… czy w twojej głowie jest krew? Nie tylko w twoich zbiornikach? Czy każdy ma krew w głowie?

Stephen zemdlał.

Na górze, w toalecie

Ada nie mogła się ruszyć. Stała w toalecie, wpatrując się w zwłoki pana Cornette’a, leżące na wpół zanurzone w różowej wodzie z lodem. Nie mogła oderwać od nich wzroku, dopóki panna Nadia nie kopnęła drzwi, trzymając w ramionach bezwładnego pana Vanderbilta.

— Czy byłabyś uprzejma mi z tym pomóc, Ado? Musimy go natychmiast włożyć do wanny.

— Tak, proszę pani — odpowiedziała Ada bez namysłu. — Czekaj! Niech panienka czeka — proszę o wybaczenie, ale nie uda się zmieścić tam ich obu.

Nadia zmarszczyła brwi i bezceremonialnie upuściła pana Vanderbilta na podłogę.

— Dobrze. Wyjmijmy Isaaka z wanny, włóżmy trochę świeżego lodu, a następnie włóżmy Stephena. Maszyna do lodu jest tam. — Jej głos zawiesił się na moment, gdy unosiła przemoczonego, sztywniejącego pana Cornette’a z wanny i wyniosła go do swojej sypialni. — Jeśli byłabyś na tyle uprzejma, po prostu napełnij ją świeżym lodem.

Ada zaczęła wrzucać lód do wanny, jej umysł wirował. Po prostu działo się zbyt wiele. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc powiedziała pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy.

— Jeśli panienka nie ma nic przeciwko, żebym zapytała, czy…no, czy pan Vanderbilt też jest martwy?

Za drzwiami pojawiła się głowa panny Nadii. Jej oddech był szybki i płytki, a spod jej stanika rozległo się wycie. — Czy on co?

Ada potrząsnęła głową. Co ona sobie myślała? Prawdziwa służąca nigdy nie zadałaby tak niepożądanego pytania. — Nieważne, panienko, to nie moja sprawa.

Panna Nadia weszła i podniosła pana Vanderbilta z podłogi i wzięła kolejny świszczący oddech. — Nie, nie, ja tylko… jakiego słowa użyłaś?

— …martwy?

— Och, jestem pewna, że taki nie jest, cokolwiek by to nie znaczyło. Panna Nadia uśmiechnęła się słodko do Ady, wrzucając pana Vanderbilta do wanny. — Po prostu musi się schłodzić, a następnie naładować. Jego wentylatory prawdopodobnie przeciążył ogień w salonie. Tam jest zdecydowanie za gorąco. Panna Nadia kołysała się na nogach, dysząc między każdym słowem. — Myślę, że tutaj też jest o wiele za gorąco.

— Czy z panienką wszystko w porządku?

— Nic mi nie jest, moja droga, nic mi nie jest — powiedziała, nie patrząc Adzie w oczy. — Po prostu pójdę do drugiego pokoju i podłączę Isaaka.

Ada początkowo myślała, że źle zrozumiała. — Podłączysz… co? Znaczy, podłączy panienka co?

Głowa panny Nadii zaczęła opadać, więc ta zaczęła się wachlować. Ada nigdy przedtem nie widziała jej aż tak zmartwionej. — Och, Ado, och, kochana. Myślę, że ja… Myślę, że dość poważnie uszkodziłam Isaaka.

Żołądek Ady opadł. Nie sądziła, by była w stanie przekazać pannie Nadii, że powiedzieć o panie Cornette, że jest bardzo ranny, to mało. Prawdziwa służąca wiedziałaby, jak sobie z tym poradzić, ale Ada zaczęła się zastanawiać, czy w końcu mogłaby być prawdziwą służącą, czy takie rzeczy są w opisie stanowiska pracy. — Co się stało, panienko?

Panna Nadia chwyciła się framugi drzwi. Na obu jej policzkach ukazały się prawie idealne kręgi koloru. — Po prostu jego obwód temperamentu się zapętlił, cały czas mi się to zdarza. Ilekroć mi się to dzieje — kiedy krzyczę i mówię, że nie chcę, aby rzeczy były takie, jakimi są — Isaac robi mi twardy reset. Po prostu mnie wyłącza i włącza ponownie. Więc kiedy krzyczał i nazywał mnie tymi wszystkimi okropnymi rzeczami, ja po prostu… cóż, Ado, próbowałam go ponownie uruchomić. Panna Nadia uniosła rękę do czoła. — Ale nie chciał stać chwili bez ruchu, więc wzięłam tamto wysokie lustro i użyłam go, żeby sięgnąć wyłącznika. Ale nie uruchomił się ponownie poprawnie, a jego świszczący oddech i kwilenie okropnie przypominały awarię wentylatora, więc wsadziłam go do wanny, żeby się schłodził, odpoczął i doszedł do siebie.

Ada otworzyła usta, a potem zamknęła je, niepewna, jak odpowiedzieć. Zrozumiała tylko może połowę tego, co powiedziała panna Nadia, ale widziała, że kobieta była w histerii. Papierowy wachlarz panny Nadii poruszał się coraz szybciej i szybciej.

— Och, ale Ado! Rozlałam jego krew wszędzie a nie wiem, gdzie trzyma zapasy do uzupełniania mojej. Wiesz, on uzupełnia mnie raz w tygodniu i stwierdzam, że jest tak bardzo blady, brakuje mu krwi, bo ale nie wiem, skąd wziąć zapasową. Nie wiem nawet, gdzie jest jego wlew, żeby go podłączyć i…i…i… — Coś kliknęło w szyi panny Nadii, a jej głowa zaczęła drgać okropnie raz po raz na boki, prawie szybciej, niż mogło nadążyć oko Ady.

Potem panna Nadia znieruchomiała. Upadła sztywna i nie ruszała się. Jej usta rozwarły się szerzej niż powinny i wydobył się z nich delikatny obłok dymu. Z jej ucha wystrzeliła iskra. Jej oczy rozbłysły zielenią, a potem potwornie ściemniały.

Za Adą pękł lód, gdy Stephen się budził.

— Co do diabła — co się tu dzieje? Dlaczego jestem… czy to jest lód? Pan Vanderbilt wydostał się z wanny, rozsypując wszędzie lód, i podszedł do miejsca, w którym stała Ada. Spojrzał na sparaliżowaną i dymiącą pannę Nadię. Spojrzał przez ramię i zobaczył pana Cornette’a na łóżku, przemoczonego i zakrwawionego. W tym momencie Ada wiedziała. Po prostu wiedziała, że pójdzie do więzienia. Zobaczyła wskazujący na nią palec zbliżający się z kilometra.

Ale świadomość, że nadejdzie, nie ułatwiła tego. Pan Vanderbilt o popielatej twarzy sięgnął w stronę Ady i odezwał się niskim i wściekłym tonem. — Co to na Boga ma znaczyć?

Ada: Interludium

Nikt nigdy nie nazwał Ady inteligentną. „Obstrukcyjną” i „brązowowłosą” i (jak powiedział Albert, kiedy myślał, że Ada go nie słyszy) „Wypróbowałbym, gdybym był wystarczająco zdesperowany”.

Ale nigdy inteligentną.

Nikt nigdy nie nazwał jej inteligentną, ponieważ była kuchenną dziewczyną a nikogo nie obchodzi, czy kuchenna dziewczyna jest inteligentna. Jedyny moment, kiedy ktoś troszczy się o kuchenną dziewczynę, to moment, w którym myśli, że dokonała straszliwego mordu na swoim pracodawcy. Ale i wtedy nie obchodzi go, czy jest inteligentna.

Nikt nigdy nie nazwał Ady inteligentną. Ale to nie miało znaczenia. W każdym razie była inteligentna.

Powrót do łazienki

Ada zaczęła krzyczeć. Krzyczała też, gdy zobaczyła ciało pana Cornette’a, i to był prawdziwy krzyk, ale tamten przy tym wypadał blado. Blado wypadały przy nim też wszystkie inne krzyki w całej Anglii.

Krzyczała i krzyczała, i krzyczała.

I wszyscy, którzy wciąż byli w kuchni, przybiegli.

Kiedy Ada kątem oka zobaczyła Alberta, podniosła rękę, wyciągnęła palec i wskazała nim na pana Vanderbilta.

— Co Pan zrobił, panie Vanderbilt? Do swojego i tak już wiejskiego akcentu dorzuciła nutkę prostactwa. Kilka prawdziwych, wywołanych głębokimi emocjami łez spłynęło jej po policzkach. — Co Pan zrobił panu Cornette i pannie Nadii?

Albert i pani Patterson tłoczyli się za Adą, wpatrując się w makabryczne sceny w toalecie i sypialni. Pan Vanderbilt podniósł ręce do góry, plując. — Jak… co… jak to? Do cholery, nic ie zrobiłem.

Pani Patterson wystąpiła naprzód, uważając, aby nie poślizgnąć się na porozrzucanym lodzie. Mówiła grubym, opanowanym głosem. — Teraz, panie Vanderbilt, taki język nie jest potrzebny. Położyła rękę na wciąż wskazującym palcu Ady. — Co się tutaj stało, dziewczyno?”

I Ada jej powiedziała. Nie odwracając wzroku od pana Vanderbilta, Ada wyjaśniła wszystko, jak się upił i wpadł w szał. O tym, jak pan Cornette nie zaakceptował zaręczyn, a więc Vanderbilt go zabił.

— … A potem, no cóż, podejrzewam, że panna Nadia spróbuje zerwać zaręczyny, prawda? Ubóstwiała pana Cornette’a, a gdy Vanderbilt go zamordował…

— Teraz patrzcie tutaj — próbował wtrącić się pan Vanderbilt, ale pani Patterson uciszyła go spojrzeniem.

— Ado — powiedziała cicho. — Biegnij po posterunkowego.

Tego było zbyt wiele, aby pan Vanderbilt mógł to znieść. — Czekaj sekundę! Ja nie… nigdy bym… — wtrącił Albert. — Był pan kompletnie zalany, kiedy zostawiłem pana w salonie, panie Vanderbilt. Opowiadał pan o tym, jak chciałby się pozbyć pana Cornette’a.

Ada energicznie pokiwała głową. — Och tak, wciąż powracał do swojej nienawiści do pana Cornette’a.

Pan Vanderbilt spojrzał na swoje ręce i wymamrotał do siebie. — Teraz… teraz patrz tutaj, staruszku. Teraz po prostu… spójrz tutaj.

Rozwiązanie pana Vanderbilta

Stephen Vanderbilt zbytnio sobie folgował, pozwalał sobie na naiwność i metaforyzm.

Wiedział, że przesadził tej nocy. Wiedział, że przytrafiło mu się coś bardzo niepokojącego. Ale ostryga wydarzeń wymknęła się spod skorupy jego pamięci i wydawało się, że nie pojmuje dobrze śliskiej szarości prawdy tego wszystkiego. Próbował. Był pewien, że nigdy nie zamordowałby Nadii — nigdy nie słyszała o awanturze z Tussy Hedren, i miała aprobatę jego matki, co czyniło ją kobietą idealną. Nie mógł się doczekać, aby zabrać ją do domu do Bostonu i przedstawić ją tam wszystkim przyjaciołom.

Ale jego wspomnienia były zamglone głęboką purpurą zbyt dużej ilości wina, następnie zbyt dużej ilości brandy, nie mówiąc już o ostrygach. I była też Nadia, martwa. A w drugim pokoju był pan Cornette, również martwy.

A tutaj był Stephen, pokryty krwią i lodem.

A tu była Ada, płacząca i mocno oparta na ramieniu Alberta.

— W porządku. — Jasne, w porządku, w porządku. Zobaczmy. Zobaczmy. Stephen wygładził wąsy, po czym sięgnął do kieszeni i wyjął piękną szmaragdową bransoletkę. To miał być prezent dla Nadii — ale nie ważne.

Stephen podał bransoletkę pani Patterson. — Moja piękna pani, błagam cię o ciszę. To, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, jest oczywiście … anomalią, a znalezienie policjanta nie przywróci życia ani panu Cornette, ani pannie Nadii. Pani Patterson wyglądała na bardzo urażoną; ale potem jej oczy błyskawicznie przeskoczyły na usta panny Nadii, gdzie kolejna mgiełka dymu wiła się w kierunku sufitu, i przyłożyła bransoletkę do piersi.

— Dobra kobieta. Czy byłabyś tak uprzejma i wysłała telegram do mojego ojca? On jest całkiem dobry w naprawianiu rzeczy. Naprawianiu problemów. Stephen próbował uśmiechnąć się przypochlebnie do pani Patterson, ale nie spojrzała mu w oczy. Z udawaną uprzejmością przecisnęła się obok Alberta i Ady.

„Tak”, pomyślał Stephen. „Ojciec to naprawi. Tak jak naprawił Tussy.” Spoglądając na pozostałych służących, Stephen zobaczył, że Albert otoczył Adę obronnym ramieniem. Jej oczy zabłysły i wytarła rękawem wilgotne policzki.

— A co z nami, panie Vanderbilt? Albert spojrzał zdziwiony w dół, gdy Ada przemówiła. — Co pan z nami zrobi? Nie będziemy mieli teraz pracy. Pan Cornette nie ma spadkobiercy. Pani Patterson może być w stanie przejść na emeryturę dzięki tej bransoletce, ale my nie możemy tego zrobić, prawda? Wbiła łokieć w bok Alberta. — Możemy?

Albert zakaszlał. — Nie, panie Vanderbilt, nie możemy.

— I — kontynuowała Ada — szukając pracy, możemy bardzo łatwo zapomnieć, że nikogo pan nie zamordował. Bardzo łatwo, panie Vanderbilt.

Stephen uważnie przestudiował ich dwoje. — No to… no cóż. Przypuszczam, że po prostu dam wam pracę. Ada skinęła głową, potwierdzając, że doszedł do właściwego wniosku. — Jak chcielibyście ze mną pojechać do Bostonu? I mieć tam pracę? U mnie?

Ada wydęła wargi. — Jaką pracę? Wpatrywała się mocno w Stephena, wcale nie mrugając, a to sprawiło, że poczuł się bardzo nieswojo.

— Cóż, nie wiem, ach… co teraz robisz? Aaa… eee, co robiłeś dla pana Cornette’a?

Albert zaczął odpowiadać, ale Ada mu przerwała.

— Ja jestem służącą.

Albert zgromił ją spojrzeniem. Ona bezczelnie odwzajemniała to spojrzenie. Albert odchrząknął i odwrócił się do Stephena.

— A ja… jestem kamerdynerem. Kamerdynerem dżentelmena.

Stephen wpatrywał się w Adę i Alberta. Odwzajemniali spojrzenie. Zapadła długa, gęsta cisza.

— Dobrze. W porządku. Służąca i kamerdyner dżentelmena. Matka będzie bardzo zadowolona. Stephen wiercił rękami w kieszeniach. Wyciągnął chusteczkę, stwierdził, że jest mokra i upuścił ją na płytki.

Albert wyciągnął własną chusteczkę i z rozmachem podał ją Stephenowi. — Sir, proszę mi wybaczyć, ale wygląda na to, że zmiana ubrania byłaby dla pana korzystna. Czy życzyłby pan sobie, aby zaprowadzić pana do apartamentu pana Cornette’a, abyśmy sprawdzili, czy ma coś odpowiedniego?

Stephen wytarł twarz chusteczką. — Tak… tak, tak chyba będzie najlepiej. Ado, spakuj swoje rzeczy. Ojciec wkrótce przyśle powóz. On… zawsze tak robi.

Ada realizuje swoje ambicje

Albert i Stephen wyszli z toalety. Ada spojrzała na zamarzniętą twarz Nadii; potem zajrzała do sypialni, na sztywne, nieruchome ciało pana Cornette’a.

Podeszła do pana Cornette’a i szturchnęła go w ramię czubkiem buta. Ada nigdy wcześniej nie była tak blisko martwego ciała. — Czym więc jesteś? — mruknęła. Uklękła, by sprawdzić jego kieszenie.

Za nią lód trzeszczał na podłodze toalety. Rozległ się dźwięk przypominający dwukrotne stuknięcie srebrnym widelcem o kryształowe szkło, a potem długi, uroczy dzwonek. Ada zamarła. Odwróciła się powoli w stronę łazienki.

Panna Nadia stała w drzwiach.

— Ja nie… eee, nic nie robiłam. Panienko — powiedziała Ada, podnosząc się i poprawiając spódnicę. Panna Nadia nie poruszyła się, nie odpowiedziała. — Panienko? Właśnie sprawdzałam co z nim, wiesz. Z wahaniem zrobiła krok w stronę panny Nadii, która patrzyła prosto przed siebie, nie mówiąc ani słowa. — Panienko?

Nadia otworzyła usta i wydobył się z nich kryształowy dźwięk. Jej głowa przechyliła się na bok i wydała z siebie szum, jak szprychy koła obracające się tak szybko, że nie sposób tego dostrzec gołym okiem. Ada wrzasnęła, rzuciła się przez pokój i uderzyła ją w twarz.

Nadia skupiła wzrok. — Ado? — zapytała. Jej głos brzmiał jakby był… w jakiś sposób złamany.

— Tak, panienko? szepnęła Ada.

— Mój korpus — powiedziała Nadia — jest uszkodzony. Musisz przyprowadzić pannnnnn… — jej podbródek odskoczył na bok i urwała w połowie zdania. Zaczęła od nowa. — Mój korpus jest uszkodzony. Musisz przyprowadzić panią Patterson.

— Czego chcesz od pani Patterson? — zapytała Ada. Jej umysł wirował.

— Ado?

— Tak panienko?

— Mój korpus jest…

— Uszkodzony, tak — wtrąciła Ada, ale panna Nadia chyba jej nie słyszała.

— Uszkodzony. Musisz przyprowadzić panią Patterson.

Ada zawahała się. Obeszła pannę Nadię za plecami, która najwyraźniej tego nie zauważyła. Po szyi panny Nadii spłynęła strużka krwi. Była bardzo jasna, prawie bardziej różowa niż czerwona.

— Ado? Ada nie odpowiedziała. Czekała. Po krótkiej pauzie panna Nadia kontynuowała. — Mój korpus jest uszkodzony. Musisz…

Ada wskoczyła na plecy panny Nadii. Panna Nadia przewróciła się i spadając, uderzyła we framugę drzwi. Ada chwyciła pannę Nadię obiema rękami za włosy. Palcami musnęła coś twardego wystającego z czubka głowy Nadii, ale nie zatrzymała się, aby dowiedzieć się, co to było. Szarpnęła całą siłą nabytą w trakcie życia polegającego na taszczeniu garów obranych ziemniaków po schodach kuchennych.

Szyja panny Nadii wydała głęboki dźwięk… ni to chrzęst, ni to trzask. I zawisła luźno w uścisku Ady.

Ada wciąż siedziała okrakiem na plecach panny Nadii, mocno zaciskając palce na włosach drugiej kobiety. Panna Nadia znów była nieruchoma i cicha. Ada wstrzymała oddech i zdmuchnęła kosmyk włosów z oczu. „Być może”, pomyślała z małym uśmiechem. „W końcu mam to, czego potrzeba, by być służącą.

Przekład: Marcin Kucharski

Oryginalne opowiadanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s