Błąd jednego bitu

Posted: 12 czerwca, 2019 in Fantasy, Inne, Religia
Tagi: , , , , , ,

Ken Liu

Życie Tylera przed spotkaniem z Lydią, jak życie innych ludzi, wiązało się z regularnym przyrostem imion.

Imiona były zaledwie skróconym odwołaniem do wspomnień, a młody Tyler nie wiedział wówczas jeszcze, że każde imię definiujemy w życiu dwukrotnie: po raz pierwszy jako obietnicę przyszłości, drugi raz jako podsumowanie przeszłości.

— Co stało się potem?

— Nic — rzekła babcia. — Żyli długo i szczęśliwie.

— Na zawsze?

— Na zawsze.

Dopóki babcia nie przeczytała mu „Śpiącej Królewny”, Tyler myślał, że każda historia kończy się w ten sposób, w jaki kończą je rodzicie: — I żyli, czasami nawet szczęśliwie, aż do śmierci.

Tyler, jak każdy inny dzieciak, unikał nowego, bo ten był od nich większy i gapił się na wszystkich, jakby szukał zaczepki. Ale tego dnia jedynym wolnym miejscem na zajęciach ze sztuki prowadzonych przez panią Younge było miejsce obok Tylera, i to właśnie w ten sposób Owen Last i Tyler zostali najlepszymi przyjaciółmi.

Tyler patrzył na nią, dopóki muzyka nie przestała grać. Już właśnie miał poprosić ją do tańca, gdy zjawił się ten, z kim była umówiona. „A więc można jednak zakochać się w pół godziny” — pomyślał. Napisał „Amber Ria” na kawałku papieru, który zamknął w butelce po piwie i zawinął aluminiową folią, po czym wyrzucił tak daleko w głąb cieśniny Long Island, jak tylko mógł.

Dopóki nie zobaczył fok opalających się w okolicy dzielnicy Fisherman’s Wharf., San Francisco było dla niego tylko punktem na mapie.

Podczas otwartego mikrofonu w kawiarni przeczytał wiersz zatytułowany „Pokusa, obsesja, pożądanie i oddanie”. Tyler nie mógł zrozumieć, dlaczego wszystkie kobiety się  śmiały, dopóki ta siedząca za Owenem nie pokazała mu reklam perfum w magazynie w swojej dłoni. Lena Lyman i Tyler spotykali się dokładnie przez dwa miesiące. Jej ulubionym zapachem był Envy.

Tyler nie wiedział, jak nazywała się ta jasno świecąca gwiazda na niebie, dopóki nie przeprowadził się do swojego nowego mieszkania i nie znalazł porzuconego atlasu konstelacji w kuchni obok miski ze świeżymi klementynkami. Słodki smak na języku czuł Za każdym razem, gdy na myśl przyszedł mu Syriusz, Psia Gwiazda.

#

Po raz pierwszy Tyler zobaczył ją w kontenerze na śmieci za sklepem Wholly Place dwie przecznice od swojego mieszkania. Na tyłach sklepu znalazł się, szukając pustych kartonów, w których mógłby donieść zakupione ziemniaki organiczne i piersi z kurczaków z wolnego wybiegu do domu (sieć Wholly Place nie uważała ani papieru ani plastiku).

Stała wtedy w kontenerze z dłońmi unoszącymi w stronę słońca gigantyczny słój oliwek, których termin przydatności właśnie minął. Ciemnoniebieski bezrękawnik z bawełny podkreślał linie i wgłębienia na jej łokciach. Swoje wypalone słońcem, rude włosy miała spięte w koślawe pukle czarną spinką na czubku głowy. Rozproszone piegi nadawały jej bladej twarzy koloru i ekspresyjności.

Odwróciła się do niego, odkładając słoik z oliwkami na stertę innych rzeczy, które zdążyła wyłowić z kontenera. Miała spierzchnięte usta, takie jakie robią się od palenia papierosów i wyśmiewania się ze statystyk. Jej oczy miały kolor skrzydeł ćmy. Był przekonany, że zaraz się uśmiechnie. Zapragnął dowiedzieć się, czy jej zęby były białe i krzywe.

Tyler pomyślał sobie, że to najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek spotkał.

— Wiedziałeś, że większość z tego, co tutaj wyrzucają jest jeszcze dobra przez co najmniej tydzień, prawda? Skinęła, aby zbliżył się. — Chodź i podaj mi dłoń.

Tak, uśmiechała się.

#

Sądzimy, że wiemy co nieco o funkcjonowaniu pamięci. Sądzimy, że wspomnienia o rzeczach, które się wydarzyły naprawdę, na przykład o tym, co jedliśmy na obiad, o rzeczach, które mogły się wydarzyć, ale się nie wydarzyły, na przykład o ciętej ripoście, która wpadła nam do głowy zbyt późno, i o rzeczach, które po prostu nie mogły się zdarzyć, na przykład o sposobie, w jaki promienie światła mogą odbijać się od oczu anioła, są kodowane na poziomie neuronów w taki sam sposób. Ich rozróżnienie wymaga wykorzystania logiki, rozsądku i w pewnym stopniu niebezpośredniości. Dla niektórych osób bywa to kłopotliwe, bo wierzą, że nasza wizja rzeczywistości jest budowana na podstawie wspomnień. Jeśli nie potrafisz odróżnić tego typu wspomnień od innych, wygląda na to, że jesteś w stanie uwierzyć we wszystko.

Pociechą związaną z filozofią i religią było to, że zarówno jedna, jak i druga pomagają ludziom sklasyfikować typy wspomnień i mieć kontrolę nad kruchą autentycznością ich świadomego życia.

#

Gdy Tyler był bardzo młody, jego ulubioną osobą na świecie była jego babcia, bo, w przeciwieństwie do jego rodziców, którzy wierzyli, że dzieciom powinno się zawsze mówić prawdę taką, jaką ją rozumieją dorośli, wypełniała luki w jego wiedzy — Święty Mikołaj, Zajączek Wielkanocny, Bóg. Jego rodzice zawsze byli zanadto zajęci i często zbyt poważni, ale babcia miała w sobie poczucie spokoju, lekkość, która podnosiła go na duchu. Kilka razy, podczas gdy rodzice Tylera przebywali poza domem, zabrała go ze sobą do kościoła. Pamiętał, że spodobały mu się śpiew, kolorowe witryny i to, jak bezpiecznie się czuł w tej dużej, pustej przestrzeni, siedząc na twardej ławce obok ciepła babci.

Kiedy umarła, Tyler pogrążył się w smutku. Jednak jak większość dorosłych, kiedy dorósł, intensywność tego uczucia miłości z dzieciństwa mógł przypomnieć sobie tylko w abstrakcyjny sposób. Popełnił powszechny błąd stawiania znaku równości pomiędzy dorosłością a wartością i założył, że miłości, którą ją darzył jako małe dziecko, brakowało intensywności i głębi.

Jednak przez wiele lat po jej śmierci Tylera torturowały wspomnienia pewnej wizyty babci. Miał około pięciu lat. Grali w planszówkę na kuchennym stole. Huśtając w podnieceniu nogami, raz za razem kopał ją w golenie. Poprosiła go, aby przestał, ale ten odmówił, rechocząc ze śmiechu. Kiedy w końcu zganiła go wzrokiem i zagroziła, że nie będzie dalej grać, jeśli nie przestanie, kazał jej iść do diabła.

Tyler oczami wyobraźni dostrzegał, jak jej twarz napinała się, traciła kolor, a następnie babcia zaczęła płakać — był to jedyny płacz babci, który pamiętał. Pamiętał także własne kompletne zakłopotanie. „Idź do diabła” słyszał po prostu jak mówią inni. Jego rodzice nie otaczali się zbytnio religią, a więc dla niego słowo Diabeł było słowem niekryjącym zbytniej tajemnicy ani siły. Wtedy o diable wiedział tylko tyle, że siedzi w miejscu, do którego nikt nie chce trafić, jak do ciemnej piwnicy czy jeszcze ciemniejszego strychu. Pamiętał, że czuł się urażony tym, że płakała, a on nie wiedział nawet, dlaczego.

Tyler poczuł się winny, że posiada takie wspomnienia, nawet, gdy był już nastolatkiem. Dla niego wspomnienia te były odzwierciedleniem wszystkich niepewności i obaw o własne okrucieństwo, ignorancję, możliwość, że w rzeczywistości nie był dobrą osobą. Fakt, że wywołał u kogoś, kogo kochał tyle bólu tak małym wysiłkiem i zrozumieniem, bardzo go martwił.

Pewnego dnia Tyler przeglądał stary, rodzinny album ze zdjęciami. Znalazł w nim zdjęcie kuchni w domu, w którym dawniej mieszkał. Zdziwił się, odkrywszy, że pośrodku małej kuchni znajdowała się wyspa i że nie było w niej wcale miejsca na stolik, który pamiętał.

Po odkryciu tego pojedynczego błędu w pamięci przyszedł czas na lawinę innych rewelacji. Teraz pamiętał, że zawsze jadł w jadalni i że w gry planszowe grali zawsze przy stoliku kawowym w salonie. Wspomnienie, które wywołało u niego tak duży ból przez lata, nie mogło być prawdziwe. W jakiś sposób musiał wyprodukować całą scenę w wyobraźni.

Wyjaśnienie tego, co stało się naprawdę nie było bardzo trudne, pomyślał. Śmierć babci prawdopodobnie wywołała u niego poczucie opuszczenia i winy. W całym tym chaosie zaczerpnął pewne elementy z opowieści i wymyślił to wspomnienie z niczego, aby się ukarać. Była to fantazja z rodzaju tych, które mogą przydarzyć się każdemu małemu dziecku, które traci ważnego krewnego. Gdy zdał sobie z tego sprawę, obraz płaczącej babci zacierał się w pamięci i stawał się coraz mniej realistyczny.

Tyler pomyślał, że miał dużo szczęścia, że odkrył pojedynczy błąd w fałszywej pamięci, który pozwolił mu racjonalnie wytłumaczyć własny sposób odróżniania rzeczywistości od fantazji. Uznał ten moment za przekroczenie granicy dzieciństwa i dorosłości.

Niemniej przyznał przed sobą, że to odkrycie przyniosło mu troszkę smutku. Bo niezależnie od tego, w jakim stopniu to wspomnienie było wyimaginowane, było ono również częścią miłości do babci. Gdy straciło swoją frapującą aurę prawdziwości, wydawało się, jakby jednocześnie odeszła kolejna część babci. Nie potrafił nazwać pustki, która po niej pozostała.

#

Najlepsze lody pistacjowe na świecie serwowano w Dora’s Ice Cream Parlor w mieście Los Aldamas. Tyler wiedział o tym, bo to właśnie wtedy, kiedy tam byli — jego kark chłodziła instalacja klimatyzacyjna, a przez pęknięcia w zakurzonych oknach przebijały się promienie słońca — kiedy jedli wspólnie mały kubek lodów pistacjowych, Lydia powiedziała do niego:
— Tak, oczywiście, że tak. Zróbmy to.

Miesiąc przed tym pomagał jej nieść oliwki i chleb oraz sok winogronowy, które właśnie uratowała ze śmietnika Wholly Place do mieszkania, które, jak się okazało, znajdowało się w tym samym budynku co jego tylko na niższym piętrze. Te nieliczne meble, które znajdowały się w mieszkaniu, wykonano z pudeł kartonowych i przewieszono prześcieradłami. Można było poczuć się tam jak pośród scenerii minimalistycznego przedstawienia.

Lydia rozłożyła na podłodze koc i urządzili sobie piknik w sam środek popołudnia, w jej 40-metrowej kawalerce. Podzieliła chleb na kawałki i wręczyła mu je, sok winogronowy pili z butelki.

— Eucharystia, — powiedziała Lydia — à la Lydia. Powiedziała to takim samym tonem, jakim można by powiedzieć: „Kurczak zapiekany z ziemniakami według przepisu mojej babci”. Nie brzmiało jak żart. Poczęstowała go oliwką ze słoika.

Upłynęło wiele lat odkąd Tyler był po raz ostatni w kościele z babcią i nie wiedział, co powiedzieć. Chciał jednak z nią zostać i patrzeć na jej twarz, która, mimo że bardzo rzadko gościła uśmiech, była przepełniona radością, którą odczuwał jako falę ciepła.

Opowiedział jej o swojej pracy jako programista baz danych w banku i o nocach bazgrania w notatniku i czytania w wypełnionych dymem kawiarniach innym młodym mężczyznom i kobietom, których marzenia pokrywały się z jego własnymi. Przedstawił jej najważniejsze imiona w swoim życiu i opowiedział historie, jakie się za nimi kryją. Mówiąc, podziwiał jej twarz i to, jak bardzo już zwariował na jej punkcie.

Tyler zadawał jej pytania. Chciał poznać życie kobiety, w której się zakochiwał, aby zrozumieć jej kolekcję imion.

Lydia dorastała w New Camden, jednym z tysiąca podobnych miast, osiedli rozrzuconych wzdłuż autostrad biegnących od Bostonu po Nowy Jork. Dostała imię po babci, która zmarła zanim ta się urodziła. Gdy była mała, mama wołała na nią „słoneczniczku”, bo była pucołowata i kochała słońce. Ojciec nazywał ją „księżniczką”, bo, jak sądził, wszyscy ojcowie tak zwracali się do swoich córek.

Przez większość gimnazjum nie wiedziała, kim jest. Jej rodzice kłócili się, a kiedy już skończyli, jej ojciec chciał by dalej nazywała się Lydia Getty, natomiast jej matka chciała, by odtąd nazywała się Lydia O’Scannlain. Letnie miesiące spędzała w nowym domu ojca w Arizonie, gdzie zabierał ją na nocne spotkania ze swoimi przyjaciółmi. Nazywali ją „małym rekinkiem”, bo ogrywała ich w pokera. W szkole dziewczyny nazywały ją Lydia O’Hara, bo jej ulubionym kolorem była czerwień. Chłopcy nie mieli na nią przezwiska, bo, wedle posiadanych przez nich informacji, z nikim się jeszcze nie całowała.

W szkole średniej była Lydią Maryśką, i cieszyła się popularnością wśród chłopców z niezbyt pozytywnej strony. Jej matka nazywała ją na różne sposoby, których wolałaby nie pamiętać. Kiedyś pewien chłopak zawiózł ją do pewnego budynku w Bostonie, gdzie rozzłoszczeni mężczyźni i kobiety, machając tabliczkami i plakatami, utworzyli linię na ulicy. Szła wtedy sama, a zgromadzeni ludzie nazywali ją w sposób, który wywoływał u niej dreszcze. Później, gdy leżała w niewielkim białym pomieszczeniu, odpoczywając, pielęgniarka poradziła jej, aby zignorowała odgłosy z zewnątrz i spróbowała wyobrazić sobie siebie jako niezwykle dzielną, młodą kobietę.

Zasnęła, a po tym z zaskoczenia obudziło ją trzęsienie w pokoju. Jej życie zostało wtedy odmienione — nawiedził ją anioł Ambriel, anioł, którego oczy były koloru skrzydeł ćmy.

— Wbrew temu, co mówi wiele relacji z odwiedzin aniołów — powiedziała Lydia Tylerowi, do którego jeszcze nie do końca dotarło to, o czym słuchał — anioły nie wdają się w rozmowę z odwiedzanymi. Potęga takich odwiedzin pochodzi całkowicie z samej obecności anioła, który jest elementem istoty Boga.

Życie Lydii, zupełnie jak życie milionów innych ludzi, mimo że nie było wypełnione nadzwyczajnym cierpieniem, było scenerią wystarczającej liczby zawodów i zdrad do tego stopnia, aby straciła ostatnie resztki wiary, które w jakiś sposób udało się zasiać w niej kościołowi. Bóg w rzeczywistości miał taki sam status jak neutrino.

W tym momencie Lydia spojrzała na Ambriela i poczuła, jak przedziera się przez jej oczy, docierając do umysłu i wypełnia go. Ból był tak wspaniały, że nie mogła nawet wyobrazić sobie zamknięcia oczu. Wszystko, czego nauczyła się o wszystkim było po prostu nieprawdziwe, nieistotne. Światło, którym emanował Ambriel, oświetliło ogłuszającą ciszę pomiędzy jej rodzicami, stare i nowe blizny będące wynikiem tej gry o sumie zerowej znanej jako życie towarzyskie w szkole średniej, proste, mylące i beznadziejne sprzeczności codziennego życia. W tym świetle wszystko to miało sens, było spójne i, przede wszystkim, piękne.

W tym właśnie momencie Lydia narodziła się na nowo. Wypełniła ją taka miłość do Boga, że w końcu zrozumiała, dlaczego diabeł jest tak naprawdę przeciwieństwem Boga i że nie ma nic wspólnego z ogniem i siarką.

Tyler zrozumiał wtedy, czym było to coś, co dostrzegł na twarzy Lydii, i co tak bardzo go poruszyło. Zobaczył na jej twarzy oznaki tych gatunków szczęśliwości, które zwykliśmy nazywać błogosławionymi. Być błogosławionym oznacza być bez strachu, bo strach to tylko kolejna nazwa niespełnionego pragnienia. Ale właśnie ta boska  obecność, nawet za pośrednictwem anioła, sprawiała, że żadne niespełnione pragnienia nie miały już dla niej znaczenia. Jedynym strachem, który pozostał po nawiedzeniu był strach, że pewne osoby mogą być pozbawione tej obecności Boga. Jednakże, jako że jedynym warunkiem koniecznym do poznania Boga jest kochanie go, a po doświadczeniu radości płynącej z jego obecności niekochanie Boga nie jest możliwe, zbawienie Lydii było gwarantowane.

W tym momencie Lydia dowiedziała się, kim jest. Była jedną ze Zbawionych. Nie oznaczało to, że musiała zerwać z narkotykami i przeklinaniem czy przywdziać białe szaty i włóczyć się po mieście, wpychając ulotki pod drzwi mieszkańców. Oznaczało to po prostu, że mogła teraz dalej żyć, a wszystko, co będzie robić w przyszłości, będzie przepełnione szczęściem dzięki miłości do Boga.

A Tyler zakochał się w Lydii dzięki boskiemu światłu, które, mimo tego, że było nieco przyćmione, gdy odbijało się od Lydii w jego kierunku, oślepiało go swoim blaskiem.

Zabrał Lydię ze sobą na spotkania poetyckie, gdzie poznała jego przyjaciół, którzy chcieli pisać poezję i zbierali się w wypełnionych dymem kawiarniach piwnicznych. Tyler, czytając z kokonu świateł scenicznych, szukał w półmroku kawiarni jej promieniującej twarzy i jasnej otoczki rudych włosów, bo śmiała się, gdy słyszała go czytającego, a on uwielbiał jej śmiech.

Bo nie potrafiła odróżnić wersyfikacji od weryfikacji; bo pachniała mydłem i słońcem; bo gdy mówiła, że idzie z nim oglądać gwiazdy, naprawdę miała to na myśli; bo, gdy wyśmiewał się z ludzi, którzy mówili „klaskaj”, namawiała go, aby sprawdził słownik i zobaczył, że takie słowo naprawdę istnieje; bo zawsze wiedział, kiedy zaśmieje się na ułamek sekundy zanim naprawdę to zrobiła.

Mimo że znajomi Tylera nie do końca wiedzieli, co powiedzieć na początku, kiedy usłyszeli, jak Lydia opowiada historię swojego spotkania z Ambrielem, wkrótce polubili ją, gdyż była zupełnie inna niż oczekiwali po osobie, która twierdzi, że widziała anioła. Przepijała ich wszystkich — nawet Owena, który wciąż wyglądał jak ktoś, kto wolałby być na drodze na motocyklu niż w biurze — i puszczała oczko do Tylera, kiedy była pijana, i szeptała:
— Jestem niebezpieczna i połknę Cię niczym powietrze.

W niedziele Lydia nie chodziła do kościoła. Nigdy nie chodziła do kościoła, bo kościół nie miał dla niej nic do zaoferowania, a w każdym razie większość kościołów w mieście było zażenowanych jej opowieścią. Zamiast tego zabierała go na spotkania z osobami, które także odwiedzili aniołowie i osobami, które przez aniołów chciałyby być odwiedzone. Spotkania te odbywały się w piwnicach kościołów i bibliotek, i miały dużo wspólnego ze składaniem krzeseł i stęchłą kawą, a także dużą ilością desperacji i cytatów ściągniętych z poradników.  Często Tyler zastanawiał się, dlaczego w ogóle pojawiał się na tych spotkaniach, dopóki nie zobaczył blasku na twarzy Lydii, gdy opowiadała swoją historię.

W inne dni spacerowali po ulicach miasta po pracy. Wybierali się na krótkie wycieczki samochodowe do miasteczek wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Rozmawiali o wszystkim i zupełnie o niczym, i przez cały czas Tyler gapił się na twarz Lydii i chciał uwierzyć.

Miesiąc pomiędzy dniem, w którym spotkał ją w śmietniku i dniem, w którym, karmiąc go lodami pistacjowymi, powiedziała mu, że wyjdzie za niego, był najszczęśliwszym miesiącem w życiu Tylera.

Jedynym problemem było to, że wciąż nie wierzył w Boga.

#

W drodze powrotnej z Las Aldamas Lydia zasnęła na fotelu pasażera. Droga była prosta i bezproblemowa, a ruch uliczny niewielki. Tyler włączył tempomat i wyciągnął nogi. Sięgnął po dłoń Lydii i odwrócił głowę, aby spojrzeć na jej śpiącą postać.

Później, gdy Tyler próbował przypomnieć sobie, co czuł, kiedy obserwował, gdy Lydia powoli umierała na fotelu obok niego, jej ciało do góry nogami i przytrzymywane przez pasy bezpieczeństwa, jej plecy przekręcone pod nierealnym kątem, zapadnięty dach samochodu tworzący pułapkę dla jej ramion, był zaskoczony tym, że odkrył, że nie mógł przypomnieć sobie w ogóle bólu w swoim własnym ciele.

Ale nie mogło tak być. Obie jego nogi były połamane, a ciepło bijące od płomieni musiało być intensywne z jego strony wraku, sądząc po oparzeniach pokrywających jego twarz i ramiona. Kiedy w końcu doszedł do siebie na tyle, aby móc samodzielnie usiąść w szpitalu, zorientował się także, że ślepota w lewym oku zostanie na stałe.

Mniejsza o to, faktem było to, że wszystkim, co pamiętał Tyler, było to, jak spokojna i nieprzestraszona była Lydia, kiedy powiedziała mu, że wie, że umrze i że nic ją nie boli oraz że spotkają się w Niebie.

Wówczas jej oczy otworzyły się szeroko i powiedziała:
— Cześć, Ambriel.

Tyler próbował obrócić się w fotelu, aby zobaczyć, co i ona widziała, nawet mimo tego, że wiedział, że nie zobaczy nic. Na drodze stanęła mu kierownica i poddał się po upływie kilku sekund. Żałował później tych kilku sekund, bo odwrócił wzrok od twarzy Lydii, a w trakcie tych kilku sekund ona odeszła.

#

Jeśli Tyler byłby religijny, pocieszyłaby go obietnica ponownego pojednania z Lydią w Niebiosach. Lub mógłby być zły na Boga czy uskarżać się na niego, dopóki nie postanowiłby zaakceptować swojego losu tak, jak zrobił to Hiob. Ale Tyler nie wierzył ani w Niebo, ani w Boga.

Ale również brak wiary nie mógł dać mu pocieszenia, bo kochał Lidię za to światło w niej, a on nie potrafił ani nazwać tego światła, ani wytłumaczyć jego istnienia w sposób inny niż ten, o jakim powiedziała mu Lydia. Jej wiara była tym, co kochał.

Gdyby trwał w swoim braku wiary, przyznałby tym samym, że radość Lydii była iluzją, a to z kolei zabiłoby kwintesencję pamięci o niej. Jednak, aby uwierzyć, musiałby przełamać bariery pomiędzy fantazją i rzeczywistością w swojej głowie i przyjąć jako fakt coś, co wydawało mu się być halucynacjami. Dopóki Lydia żyła, mógł odkładać tę decyzję na tak długo, jak długo ją kochał, ale jej śmierć oznaczała, że musiał dokonać wyboru.

#

Kiedy Tyler ostatecznie wydobrzał, odciął się od znajomych. Rzucił pracę i wyłączył telefon.

Tym, co zrobił było odszukanie możliwie największej ilości informacji o wypadku i próba zrozumienia tego, co się stało. Było to trudne, bo śledczy niewiele mogli się dowiedzieć, i było wiele białych plam, które trzeba było wypełnić. Ale Tyler miał mnóstwo czasu.

#

„Znaczna część pracy programisty” czytał Tyler — „składa się z rozwiązywania sieci łączy przybliżającego poziom pośredniości pomiędzy zmiennymi i wartościami.”

Zmienne to odpowiedniki nazw w pamięci elektronicznej. Zamiast pracować z pojedynczymi bitami, całemu blokowi pamięci można nadać nazwę ze zmienną. Zmiennych można używać do definiowania wszystkiego, nastawy przepustnicy, numeru ubezpieczenia społecznego, podprogramu do czyszczenia dysku.

Niestety nie ma sposobu, aby stwierdzić, czy zmienna wskazuje na to, na co rzekomo ma wskazywać ani czy w ogóle wskazuje na cokolwiek. Na poziomie bitów liczba motyli na Kostaryce wygląda dokładnie tak, jak prędkość sztormu tropikalnego przy wybrzeżu Australii.

Jest to kłopotliwe dla każdego programisty, ponieważ zgodność pomiędzy zmiennymi i wartościami leży u podstaw nieugiętego dążenia każdego programu do poprawności. Jeśli da się przekonać komputer, że zmienna nazywa coś rzeczywistego, podczas gdy naprawdę kieruje do pustki, wszystko jest możliwe.

Aby pomóc programistom w utrzymaniu rozróżnienia między rzeczywistością a imaginacyjną katastrofą, wprowadzono systemy typu. Były to konstrukcje matematyczne zawarte w językach programowania w celu zagwarantowania, że zmienna przeznaczona do ustawienia przepustnicy nie będzie wskazywać, powiedzmy, na obecne przyspieszenie samochodu. Systemy typu stanowiły pocieszenie, stwarzając nieomylny porządek na tle szaleństwa amoralnego morza bitów.

#

Podobnie jak wiele innych nowoczesnych tempomatów, działanie tego w samochodzie Tylera opierało się na mikrokomputerze z dedykowanym programem.

Oczywiście bardzo ważne było to, że program ten wykonał swoje zadanie poprawnie. Program w samochodzie Tylera napisany został przez uważnego programistę, który rozumiał, że życie zależy od tego, czy uczyni to dobrze. Ale co więcej, program został napisany w języku, który miał bardzo silny system typu, tak silny, że istniał dowód matematyczny wskazujący, że bez względu na to, jak zdolny lub beztroski był programista, pewne będzie, że program, który przeszedł kontrolę typu nigdy nie pozwoli zmiennej wskazującej według deklaracji na poziom paliwa, wskazywać na podprogram do zmiany biegów. To było tak bliskie nieomylności, jak tylko mogło być w świecie bitów.

Wszystko po to, aby powiedzieć, że Tyler miał dobry powód do relaksu i oparcia się na swoim miejscu.

#

„Około dwa tysiące lat wcześniej” — czytał dalej Tyler — „około czasów Chrystusa, w rejonie nieba znajdowała się gwiazda zdominowana przez konstelację Kasjopei. Gwiazda była stara i umierająca, a pewnej zimowej nocy, stała się supernową.”

Z tej eksplozji wyłoniły się niezliczone protony i neutrony rozchodzące się z olbrzymią prędkością od szczątków starej gwiazdy. Nazywa się je promieniami kosmicznymi, a większość z nich do końca czasu będzie się rzucać przez pustkę przestrzeni, a ich losy nie muszą nas niepokoić.

Ale jeden proton w szczególności przybył na Ziemię w ten słoneczny lipcowy dzień po samotnej podróży w ciemności przez dwa tysiące lat. Zanurzył się w jonosferze, zgrabnie omijając linie ziemskiego pola magnetycznego, i wpadając prosto przez gęstniejące powietrze, ledwie zwalniając. Poleciałby dalej i zatopiłby się wprost na kalifornijskiej pustyni tego dnia, ale coś stanęło mu na drodze.

W tym momencie Lydia spała i Tyler zdjął na chwilę oczy z drogi, żeby na nią spojrzeć. Nawet podczas snu jej twarzy nie opuszczał ten błogosławiony blask światła. Ich samochód przechwycił drogę samotnego, zbiegłego protonu z tej dawnej śmierci gwiazdy.

Proton nie zwracał większej uwagi na metalową skorupę, a jeszcze mniej interesowały go plastikowe polimery. Przebił się przez nie i przez chwilę wyglądało to tak, jakby kontynuował swoją podróż. Wydawało się, że tak jest, dopóki proton nie natrafił na nieskończenie mały kawałek krzemu, i po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat przyciągnęła go materia fizyczna i postanowił wybić z niej elektrony.

#

Ten kawałek krzemu okazał się częścią kondensatora. Istniały miliony innych kondensatorów i tranzystorów takich jak ten, z których wszystkie były częścią układu scalonego, który tworzył pamięć komputera obsługującego program, który w tym czasie kontrolował samochód Tylera. Brak tych elektronów, z całą pewnością, był pod każdym względem i z szerszej perspektywy nieistotnie anonimowy, ale to wystarczyło.

Utrata tych elektronów oznaczała, że bit, który kiedyś reprezentował 1, był teraz interpretowany jako 0, a ten bit znalazł się wewnątrz komórki pamięci, w której znajdowała się zmienna. Transformacja w tym bicie oznaczała, że zmienna, która miała dawać adres podprogramu do obliczania ustawień przepustnicy, wskazywała teraz na wartość natężenia przepływu paliwa, dokładnie 1024 bajty od miejsca,na które powinna była wskazywać.

To był właśnie taki rodzaj naruszenia, któremu system języka, w którym napisany został program, według założeń miał zapobiegać. Zmienna mająca wskazywać na program nigdy nie powinna była wskazywać na dane numeryczne. Ale kiedy tak się stało, i wszystko inne było możliwe.

#

Skoro błąd jednego bitu na płytce drukowanej mógł naruszyć matematycznie doskonały system typu języka programowania, Tyler zastanawiał się, czy nie można było sobie wyobrazić, aby błąd jednego bitu w mózgu mógł zepsuć system odpowiadający za odróżnianie pielęgniarek od aniołów. Wystarczyło tylko zerwać jedno połączenia neuronowe i przypadkowo przytwierdzić je gdzie indziej, gdzieś, gdzie nie miałoby on żadnego powodu do jego podłączenia, a wszystkie mury pomiędzy typami wspomnień runęłyby.

Spotkanie z Ambrielem tego dawnego dnia w klinice w Bostonie, a nawet jej wiara, byłyby wtedy po prostu konsekwencją błędnego zapłonu neuronów, błędnego zapłonu, który mógłby być wywołany zmęczeniem, stresem, zagubioną cząstką elementarną czy czymkolwiek innym. To był naprawdę ten sam proces, który wyczarował jego wspomnienie płaczącej babci.

Tyler pomyślał, że, aby uzasadnić swoją drogę do wiary, wystarczy tylko błąd jednego bitu.

Wbrew temu, czego można się było spodziewać, teoria ta nie obniżyła ani nie zdewaluowała wiary Lidii w umysł Tylera. Gdyż to wyjaśnienie pozwoliło Tylerowi zrozumieć racjonalnie życie Lydii. Nazywanie wiary Lydii błędem było swego rodzaju okrężną drogą, stanowiącą most pomiędzy ich światami.

Ponadto, raz zrozumiane błędy mogą być wywoływane. Wprawny technik mógł złamać najlepsze systemy bezpieczeństwa oprogramowania poprzez celowe wywoływanie błędów w sprzęcie. Czyż ktoś racjonalny nie mógłby wywołać wiary w sobie w ten sam sposób?

Tyler zdecydował, że spróbuje wywołać błąd pojedynczego bitu w swoim własnym mózgu. Jeśli jedynym sposobem na spotkanie z Lidią było pójście do nieba, to racjonalnie rzecz biorąc, nie miał innego wyjścia, jak tylko uwierzyć w Boga.

#

Jedną z możliwości było osłabienie ciała. Głód, odwodnienie, wystawienie na działanie żywiołów. Błędów można by się prędzej spodziewać, kiedy układy obronne organizmu są nieaktywne. To była ścieżka mistyków pustyni. Tyler zdecydował, że najpierw jej spróbuje.

Jechał wypożyczonym samochodem na południe, a następnie na wschód, aż do Arizony, blisko granicy z Meksykiem, krawędzi, a następnie serca pustyni Sonora. Jechał dopóty, dopóki drogi były drogami, a później szedł pieszo. Szedł pieszo dopóty, dopóki nie stwierdził, że nie potrafi już odnaleźć drogi powrotnej, a później szedł jeszcze trochę. W końcu zorientował się, że otoczony jest ze wszystkich stron kępami saguarów. Zdążył poczuć duży głód i pragnienie, więc usiadł i czekał aż ciało zacznie więdnąć.

— Nie zrozum mnie na opak. — usłyszał od Owena zanim wyruszył. — Ale zwykłem uważać, że nigdy nie uda Ci się wybić jako poeta. Sądziłem, że nie masz wystarczającej wyobraźni. Teraz z kolei sądzę, że jest ona zbyt bujna.

Tyler nie widział się z Owenem przez kilka tygodni, kiedy był zamknięty we własnym mieszkaniu, próbując zrozumieć śmierć Lydii. Siedzieli w swojej ulubionej kawiarni, a na dworze padał deszcz, rzadki jesienny przelotny deszcz.

— Programiści nie są tak naprawdę ludźmi cyfr — powiedział Tyler. — Jesteśmy ludźmi słów. Ludzie cyfr pracują ze sprzętem.

— Wygląda na to, że masz zamiar popracować przy sprzęcie. Mówisz mi, że chcesz zhakować własny mózg, aby zaprogramować w nim religię.

— Tęsknię za nią — powiedział Tyler, zamiast się sprzeczać.

— To nie będzie prawdziwa wiara — powiedział Owen, zamiast kazać przestać zachowywać się jak idiota i zacząć żyć własnym życiem. Tyler to doceniał. — Nawet jeśli to zadziała. Nawet jeśli będziesz mieć wizje aniołów śpiewających hosannę.

— Skąd wiesz, jaka jest prawdziwa wiara? Ty też nie wierzysz w Boga.

— Nie muszę wierzyć w Boga, żeby ci powiedzieć, że ci się nie uda. Chcesz wierzyć w Boga, bo kochasz Lydię. Ale Ty już zdecydowałeś, że wiara w Boga to błąd, pomyłka, nawet nie doświadczając jej. Chcesz zmusić się do zaakceptowania tego, co już określiłeś jako kłamstwo jako prawdę, a to jest zatoka, na której nie da się wybudować mostu.

— Nie obmyśliłeś logiki — powiedział Tyler. — Jak dobre jest racjonalne wyjaśnienie wiary, jeśli nie przetestuje się hipotezy?

Owen potrząsnął głową. — Jeśli szukasz przyćmionej gwiazdy, nie zobaczysz jej, patrząc bezpośrednio w punkt, w którym się znajduje. Trzeba zerknąć w bok, i bezwiednie pozwolić jej ujawnić się Twoim oczom. Niektóre rzeczy nie chcą dać się zbadać bezpośrednio.

— Wówczas mamy pewien poziom pośredniości —powiedział Tyler do saguara rosnącego za nim, po czym zaczął się śmiać. Jak długo siedział na pustyni? Wydawało się, że dni. Nadchodziła noc. Miało być zimno.

— Zawsze myślisz zbyt dużo — powiedział kaktus.

„Lydio, czy to Ty? To dobry znak” — pomyślał Tyler. Halucynacje słuchowe pojawiają się pierwsze, prawda? Ale głos nie brzmiał tak naprawdę jak Lydia. Był zbyt odległy i zbyt piękny, jak harmonika szklana. Rozejrzał się za aniołem.

— Więc twierdzisz, że mój mózg został uszkodzony? Brakujące połączenie, czy to wszystko czym to było? Powiedział kaktus.

— Nie, nie uszkodzony. Źle to nazwałeś. To było problemem. Potrzebował odpowiedniej nazwy.

Chciał jej opowiedzieć wszystko o zmiennych i błędach jednobitowych oraz o systemie typu pamięci. Chciał jej wyjaśnić, w jaki sposób chciał doświadczyć tego, co ona, aby mógł być z nią. Ale był bardzo głodny i spragniony, i kręciło mu się w głowie. Więc powiedział tylko: „Tęsknię za tobą”.

Jasne światła zbliżały się do niego w ciemności. Czekał na uczucie przebicia światłem, przytłoczenia pewnością, że wszystko będzie w porządku, miłością, zbawieniem. Czekał, aż ściany w jego umyśle zawalą się.

Światło zatrzymało się przed nim. W świetle pojawiło się kilka postaci. Ich włosy były aureolami światła, a ich ciała były namalowane w ogniu. Był trochę zaskoczony, że światło nie było tak jasne, jak się spodziewał. Patrzenie w światło było bolesne, ale nie tak, jak opisała to Lydia. Co to za anioły?

— Może dlatego, że mam teraz tylko jedno oko — powiedział do siebie.

— Już dobrze — powiedział Owen. — Wszystko będzie dobrze.

Wnieśli go na tył samochodu strażnika i rozpoczęli długą drogę powrotną.

#

Następnie spróbował narkotyków, ale efekty nie były trwałe. Medytacja tylko go zmęczyła. Czytał o terapii elektrowstrząsami, ale żaden psychiatra nie zgodziłby się na jego żądania. „Potrzebujesz terapii.” — Mówili mu. — „Idź do domu i poczytaj Biblię. Poza tym straciłbym swoją licencję.”

Chodził nawet do kościoła. Ale ich wiara wydawała mu się pusta. Nie czuł nic, siedząc w ławeczkach, ruszając ustami do słów hymnów, słuchając kazań, które wydawały się pozbawione znaczenia.

Chcę uwierzyć i nie potrafię. Rozejrzał się dookoła; nikt nie miał na swojej twarzy blasku światła, który widział u Lydii. Myślisz, że wierzysz, ale nie wierzysz. Nie naprawdę, nie tak jak Lydia.

Owen nigdy nie powiedział: „Mówiłem Ci”.

W końcu Owenowi udało się przekonać go, aby znów wychodzić do kawiarni nocą. Uważał, że odczytywane wiersze były pożałowania godne. Dlaczego nikt nie pisał o braku tego światła? Dlaczego nikt nie pisał o trwałości pamięci lub systemu typu, który był jednocześnie tak kruchy i tak trudny do złamania? Dlaczego nikt nie pisał o bólu, który wynikał z niemożności nabycia wiary?

Dostał więc nową pracę przy programowaniu baz danych w banku i zaczął pisać ponownie. Udało mu się nawet opublikować niektóre z jego wierszy. Jego przyjaciele wyciągnęli go, aby to uczcić. Był podekscytowany i szczęśliwy, a dziewczyna, która nie wyglądała jak Lydia zabrała go do domu, pomimo blizn na jego twarzy.

— Jak Ci na imię? — Powiedział.

— Stephanie — odpowiedziała i zgasiła światło. I zawsze będzie pamiętał ją jako „Stephanie, która ani trochę nie wygląda jak Lydia”.

Szedł dalej.

#

— Przyprowadzisz Lydię na obiad? — Jess powiedziała do Tylera z kuchni.

Tyler nadal sprzątał kilka ostatnich papierowych talerzy i serwetek oraz przebijał balony w salonie pozostawione po wcześniejszych urodzinach. Zszedł po schodach w dół i do garażu. Brama garażowa była otwarta, a przez nią mógł zobaczyć Lydię leżącą na trawniku przed domem, patrzącą w zimowe, wieczorne niebo.

— Cześć mała — powiedział, podchodząc do niej — czas na obiad.

— Jeszcze tylko kilka minut, dobrze?

Zniżył się i usiadł na trawie obok niej. — Robi się zimno. — Na co czekasz?

— Patrzę na Syriusza. Jest osiem i sześć dziesiątych roku świetlnego stąd — więc światło, które teraz widzimy, opuściło Syriusza osiem lat i siedem miesięcy temu. Mam dzisiaj osiem lat, a mama powiedziała, że urodziłam się dziewięć tygodni przed czasem, wieczorną porą. Chcę złapać światło, które opuściło Syriusza w chwili, gdy zostałam poczęta.”

— W chwili, w której zostałaś poczęta?

— Dałeś mi książkę, pamiętasz?

Chciał zwrócić uwagę, że chociaż urodziła się wieczorem, nie znaczyło to koniecznie, że została „poczęta” wieczorem. Potem zatrzymał się. Niektóre szczegóły mogły poczekać.

— Warto na to czekać — powiedział.

Czekali razem, trochę drżąc. To była jeszcze wczesna zima, ale już można było powiedzieć, że będzie zimno. Tyler czasami tęsknił za ciepłymi zimami z Kalifornii.

— Chyba wiem, dlaczego pod moim łóżkiem jest tyle kurzu — powiedziała Lydia.

— Dlaczego?

Czytałem, że kurz powstaje z meteorów spalających się na niebie. Ponieważ mój pokój jest na strychu, jest bliżej gwiazd niż reszta domu, więc to, że jest w nim więcej kurzu niż u Ciebie i mamy, ma sens.

Spojrzał na nią, a miłość do niej była dla niego przytłaczająca. Była taka jak on, racjonalna, trzeźwo myśląca, nie bała się faktów. W jej bajkach był gwiezdny pył, ale nie taki magiczny. Nie wierzyła w Boga, a on się z tego cieszył. Tak jak on, byłaby odporna na błędy jednobitowe.

— Jeśli będę musiała kazać wam dwojgu przyjść do środka jeszcze raz, nikt nie zje dziś obiadu.

Jess stała w bramie garażowej, a światło z korytarza za nią sprawiało, że lśniła.

— Spójrz, mama wygląda jak aniołek. Lydia wstała i pobiegła w stronę światła.

Tyler został tam, gdzie był chwilę dłużej. Spojrzał na Syriusza, Gwiazdę Psa i inne spalające się, eksplodujące gwiazdy na niebie, całe to światło padające na niego z różnych odległości, a zatem z różnych czasów. Zdał sobie sprawę, że był bombardowany jednocześnie przez protony i fotony generowane w momencie poczęcia Lydii, w momencie śmierci Lydii, tej innej, w momencie jego narodzin, w momencie kradzieży gruszki przez świętego Augustyna, czy w momencie ukrzyżowania Chrystusa. Poczuł się odrobinę oszołomiony.

Ambriel wybrał ten moment, aby go odwiedzić.

#

Więc tak to się odczuwa.

Tyler był tak pełen miłości do Boga, że drżał. Piękno Bożego planu sprawiło, że się rozpłakał. Zrozumiał, dlaczego poznał Lidię, dlaczego umarła i dlaczego nie przyszedł do Niego przed tą chwilą. Zapragnął czuć to światło na zawsze. Zapałał chęcią znalezienia się w Niebie. Był to najszczęśliwszy moment w jego życiu, ponieważ doświadczając tego, co Lydia, był w końcu z nią. Pamięć o tym, jak to było, kiedy był zakochany w Lydii, była nawet lepsza niż samo zakochiwanie się w niej. System typu ulegał awarii.

Ale nie zgadzał się jeden detal.

Pamiętał, że zanim pojawił się Ambriel, patrzył na Syriusza. Przez ułamek sekundy Syriusz wydawał się lśnić nieco jaśniej, niemal niezauważenie. Było to bardzo delikatne migotanie. To mogło być wszystko: zniekształcenie atmosferyczne, smuga przelatującej chmury, złudzenie optyczne.

A może to był rozbłysk słoneczny na Syriuszu osiem lat i dziewięć miesięcy temu, kiedy to poczęta została Lydia. Być może proton z tej eksplozji przez te lata przemierzał pustkę przestrzeni, nie bacząc dosłownie na nic na swojej drodze. Czyż nie było to możliwe, że pogrążył się on w jonosferze ziemi, jej stratosferze, jej chmurach i skrzydłach ptaków? Czyż nie było możliwe, aby w ten zimowy wieczór w końcu wpadł w oko Tylera, przebijając go w głąb jego istoty i przechodząc obok podwzgórza, postanowił wybić z niego kilka elektronów?

To był mały błąd, tylko trochę inny od zwyczajnego. Ale to wystarczyło. I to mu wystarczyło, aby odróżnić rzeczywistość od iluzji.

Gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, Ambriela już nie było. System typu nie został złamany.

Tyler wiedział wtedy, że jest skazany na zagładę. Przez resztę życia powinien pamiętać o tym uczuciu uniesienia, o tej miłości do Boga, o tej słodyczy bytu. Uwierzył, nawet jeśli tylko na chwilę. Był z Lydią, ale później spojrzał. A później Boga nie było.

On zawsze będzie miał ten moment w pamięci, i zawsze będzie wiedzieć, że to właśnie błąd jednego bitu zarówno dał mu wspomnienie, jak i odebrał rzeczywistość.

Żył, czasami nawet szczęśliwie, do dnia, w którym umarł.

# # #

Przekład: Marcin Kucharski

Oryginalne opowiadanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s