Obrazek

Damien Walters Grintalis

Siedziała w samochodzie z rękoma na kolanach, wpatrując się w szklane drzwi budynku. Oczy lśniły jej od łez. Dziwne było, że nie mogła, tak jak inni, znaleźć ukojenia w smutku. Dziwne było, że jej serce wciąż poranione było jakby drutem kolczastym.

Otarła z twarzy smutek i weszła do środka.

W korytarzu minęła się z weteranem wojennym, którego twarz w połowie pokryta była bliznami. Uśmiechnął się. Zdawała sobie sprawę, że chciał o czymś zapomnieć. Życzyła mu tysiąca nocy spokojnego snu i aby wrogowie nie czaili się na niego w ciemnościach.

Lekarz uśmiechnął się. Podpisała dokumenty. Tak, zdawała sobie sprawę z ryzyka. Tak, rozumiała. Mimo wszystko, miało wyjść jej to na dobre. Szlafrok drażnił jej skórę. Blat stołu uwierał ją w plecy. Pielęgniarka poklepała ją po dłoni, lateks na drżącym ciele. W powietrzu czuć było ciężką woń środków odkażających; białe ściany szeptały o skalpelach i igłach.

Zabieg nie był bezbolesny. Uczucie porównywalne do miliona pszczół we wnętrzu czaszki, wszystkie żądlące jednocześnie. Ból był zbyt nieznośny, by trzymać go w sobie i odpłynęła w ciemność.

Gdy się obudziła pamiętała: jej ojciec całujący ją w głowę na dobranoc i uczący ją czytać. Ona siedząca na podłodze łazienki i śmiejąca się, gdy on nakładał sobie krem do golenia i mruczał przy usuwaniu swojej szczeciny. Balsam po goleniu o ostrym zapachu i statek w butelce.

Niewiele ponadto. Szara mgiełka na krawędzi blednącego snu.

Otworzyła pamiętnik, który kazali jej zachować i czytała to, co jej odebrali: ojciec odchodzi. Każdy dzień spędzała na schodach, czekając w nadziei, że to właśnie tego dnia powróci. Wszystkie pytania, które zadawała matce, wszystkie one pozostały bez odpowiedzi.

Westchnęła lekko. Być może teraz będzie jej łatwiej zbliżyć się kogoś.

Kolejny wpis w pamiętniku. Pszczoły żądlą, ona marszczy brwi i zaciska pięści, ale ból wita z otwartymi ramionami.

To, co pamięta: biegła w deszczu do samochodu, trzymając w jednej ręce torbę na zakupy a w drugiej kluczyki. Sposób, w jaki włosy opadały jej na policzki i szyję.

To, co wydarzyło się według pamiętnika: pistolet wycelowany w jej głowę. Szorstkie ręce wpychające ją do jej samochodu. Twarz nad jej twarzą. Jego głos, ochrypły zgrzyt nad jej uchem. Kwaśny fetor potu. A później, ona pod prysznicem w gorącej wodzie tańczącej na jej skórze, szorowała się do krwi, z obawy, że nigdy więcej nie będzie czysta.

Wyrwała stronę i porwała ją na strzępy. Nie ma potrzeby przypominania sobie tego. Ten ból już nie należał do niej. Być może teraz dotyk dłoni kogoś innego na jej skórze nie będzie zdawał się być jak milion robali głodnych jej delikatnego wnętrza.

Syfon zmywający to, co najgorsze. Wieczne pióro przepisujące jej historię, wymazujące cienie sprzed jej oczu i ciernie z jej serca.

I za każdym razem kolejny szary punkt, w którym ból zwykł mieszkać.

Pamięta matkę, jak pieliła w ogródku, śmiejąc się przez cały czas. Słodki zapach lilii z wazonu na stole w kuchni. Wspólne przygotowywanie obiadu w sobotnie noce i jedzenie lodów przeznaczonych na deser. Poszukiwanie twarzy mamy na widowni szkolnej podczas konkursu ortograficznego.

Pamiętnik pachniał jeszcze środkiem odkażającym ze szpitala. Rurki i przewody i delikatny szum maszynerii.

Sposób, w jaki ból kwitł w ciemnej róży na twarzy jej mamy i wyciskał z niej łzy. Jednostajny dopływ morfiny. Liczenie dni, tygodni i miesięcy, aż w końcu śmierć nowotworowa.

Siedziała na zewnątrz budynku i pozbywała się ostatnich resztek żałoby — pamięci o dziecku, nieruchomym i cichym w jej ramionach. Zapamięta ruchy w swoim wnętrzu. Sposób, w jaki jej ciało zmieniało kształt. Masło kakaowe wcierane w brzuch i uda.

Chciała zapomnieć histerię w izbie porodowej. Przeprosiny zapłakanej pielęgniarki. Malutką trumnę. Budzenie się każdego dnia z gardłem suchym od szlochu i pustkę w miejscu, gdzie powinno być jej serce. Rozwiązanie, jakie wszyscy jej podsuwali miało wyjść jej na dobre. Była taka młoda. Miała mnóstwo czasu.

Ta rana była najgłębsza ze wszystkich. Miejsce całkowicie poplątane, jego krawędzie kaleczące ją z każdym ruchem, każdym oddechem. Musiała być wolna, by móc znów oddychać.

Korytarze budynku znała już jak własną kieszeń. Pielęgniarka zwracała się do niej po imieniu i witała objęciem zamiast uściskiem dłoni.

Gdy było już po wszystkim, wróciła do domu i cisnęła pamiętnik w kąt.

Uśmiechnęła się.

Pewnego mroźnego, grudniowego dnia obudziła się i w lustrze zobaczyła obcą osobę. Kobieta z odbicia uśmiechała się z przesadną łatwością, zmarszczki powstałe na skutek zmartwień zniknęły z czoła, a w oczach pojawił się błysk, który nie do końca jej jednak pasował.

– Jesteś tą mną, którą powinnam być? – wyszeptała. – Czy mną, którą być nigdy nie mogłam?

Nieznajoma nie wykrztusiła ani słowa. To oczywiste. Nie miała pojęcia o bólu, stracie, czy smutku; nie znała nic prócz braku tych uczuć. Nic prócz szarych przestrzeni wypełnionych pustką.

Niechciane łzy rozmyły jej pole widzenia i spływały po rzęsach. Uciekła sprzed lustra i odnalazła pamiętnik, osuszyła oczy dłonią, tak by mogła czytać. Strona po stronie, widziała nie żal, lecz siłę; nie wady, lecz wszystkie te kawałki i fragmenty, które tworzą kompletną osobę.

Przerzucała strony coraz szybciej. W głębi duszy była tylko połamanym fragmentem układanki niepasującym do całości. Jej klatkę piersiową spowił ból, tęsknota za tym, co jej zabrano, za wspomnieniami, które nadały jej ustom taki a nie inny kształt. Zapragnęła znajomego widoku w lustrze, nie widoku obcej osoby. Chciałaby, aby wszystko było jak dawniej. Sama chciała być taka, jaką była dawniej.

Znów polały się łzy. Smakowały jak dmuchawce z talkiem i popiołem. Kurczowo trzymała pamiętnik, płacząc z tęsknoty za tym, czego nie pamięta. Za wszystkimi rzeczami, które chciała zapomnieć, wyrzucić z pamięci jak zepsutą zabawkę.

Dotarło to do niej za późno. Znacznie za późno. Zabieg jest nieodwracalny. Wszystko, co jej pozostało, to pamiętnik pełen wspomnień, wspomnień obcej jej teraz osoby.

Osoby, którą kiedyś znała.

Przekład: Marcin Kucharski

The story originally published in Daily Science Fiction

Komentarze
  1. Tłumacz pisze:

    Bardzo ciekawy wpis🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s