Odwiedzając milionera

Posted: Marzec 5, 2012 in Science-fiction
Tags: , , , , ,

Odwiedzając milioneraGeorge Anthony

Odwiedzając milionera

Pod koniec stanie w kolejce by zobaczyć milionera, zrobiło się nudne. Jako że nasze barwy były odpowiednie, szeryfowie zaprosili nas gestem do przekroczenia bram sądu śledczego. Tam też czekaliśmy jeszcze przez pewien czas. Było nas ponad tysiąc. W końcu zaczęto testy autentyczności naszych wyświetlaczy i dokładniejsze badania nad naszymi aktami. Niedoskonałości zostały odnalezione u ośmiu osób z naszej grupy, która po tej wstępnej selekcji liczyła dwanaście osób.

Następnie cały dzień minął na wspinaczce w górę krętych schodów, podczas  której układałem sobie w głowie odpowiedzi na potencjalne pytania, mierząc wzrokiem pozostałych uczestników aż do momentu, gdy dobrnęliśmy do platformy pierwszego poziomu i pokazaliśmy się na niej.

— Zostaliście poinformowani — oznajmił ewaluator — że zakwalifikuje się tylko jedna osoba. Ja zdecyduję, kto nią będzie.

Testy ciągnęły się przez całą noc, a mimo to nie doświadczyłem trudności w znajdowaniu prawidłowych odpowiedzi. Wraz ze wschodem słońca pozostała jedenastka schodziła już schodami w dół, podczas gdy ja dołączyłem do grupy wchodzącej na górę.

Unikanie kontaktu wzrokowego z osobami wokół mnie, jedynymi pozostałymi ze swoich grup, nie było łatwe. Próbowali oni dowiedzieć się, na jakim poziomie rywalizacji dane im będzie się znaleźć. Udawałem przygłuchego i dawałem krótkie, dziwaczne odpowiedzi. Po jakimś czasie byłem zdany na siebie.

Drugi poziom osiągnęliśmy, tak jak poprzednio, późnym popołudniem. Tam pytania okazały się mniej oczywiste, zaprojektowane tak, by odnaleźć anomalie motywacyjne czy jakiekolwiek oznaki ambiwalencji.

Moje przygotowania okazały się adekwatne. Powody chęci zobaczenia milionera wydawały się odzwierciedlać wrodzony sens życia doczesnego, rozwinięty na przestrzeni lat. Chciałem doświadczyć czegoś nowego.

I tak oto dostałem się na trzeci, ostatni poziom. Z tysięcy, które stały przed bramą pozostało około dwudziestu — było to maksimum dozwolone na jedno widzenie — wyselekcjonowani, aby przekazać jakieś wartości kolejnym pokoleniom. Jednakże, możliwe było, iż my byliśmy ostatnim. Istnienie milionera, w końcu, było statystycznie nieprawdopodobne, i coraz mniej prawdopodobne wraz z upływem kolejnych lat.

Przechodziliśmy przez jedne z ostatnich ekranów bezpieczeństwa i znów moje przygotowania okazały się bezbłędne. Szereg śluz prowadził nas przez strefę stopniowej zmiany ciśnienia wprost do sali, w której komora milionera wisiała zawieszona pośród skomplikowanego labiryntu rur i przewodów. Rozpoczął się ostatni etap podróży. Kręte schody prowadzące do platformy widokowej. Przygotowałem się.

Spoglądając w dół na milionera otoczonego urządzeniami podtrzymującymi życie, trudno było mi uwierzyć, że coś tak niekształtnego i bladego miało tak olbrzymie znaczenie. Mimo to, jego rasa dominowała kiedyś w naszej przestrzeni, nie za pomocą siły, lecz za pomocą ciągłego rozprzestrzeniania wolnych technologii i kultur.

I teraz, był tam ostatni z nich. Starzenie się gatunku w trybie naturalnym w pewnym momencie doprowadziło do braku płodności, ale ich natura została tak zaaranżowana, by w każdej jednostce skutecznie obudzić niemoralność.

Wciąż jednak nie byli w stanie zatrzymać upływającego czasu. Wypadki, konflikty, wyniszczenie gatunku zredukowały wielkość populacji: z trylionów do miliardów, potem milionów, z milionów do tysięcy, setek, dziesiątek i w końcu do jednego, który, jeśli wierzyć zapisom, miał już ponad milion lat. Milioner.

Nadszedł wielki moment. Recytując kody, skupiłem swoją energię na istocie, która znajdowała się poniżej i obserwowałem promienistość płynącą z jej ciała, zamieniającą każdą znajdującą się w pobliżu ciecz w gaz, każdy materiał metaliczny czy syntetyczny w płyn. Uczestnicy wyciągali w moim kierunku dłonie, ale było już po wszystkim. Promienie świetlne zniknęły tak szybko jak się pojawiły, pozostawiając jedynie ciemny kurz.

Tak umarł ostatni z ludzi. Tysiące cywilizacji, od dzieciństwa zarzucane ludzką troskliwością zostały pomszczone.

Oryginalne opowiadanie: George Anthony 

Przekład: Marcin Kucharski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s