Czas, znów

Posted: Luty 23, 2012 in Science-fiction
Tags: , , , ,

Tim Maly

Tim Maly

Czas, znów

Przed naszym spotkaniem pokazałaś mi swój pamiętnik.

Muszę przyznać, że wciąż jestem zdezorientowany rozwojem wydarzeń tak samo, jak ty musisz być zdezorientowana moją decyzją o tak nagłym zniknięciu z twojego życia. Myślałem o tym wszystkim wiele razy i nie mogę pozbyć się wrażenia, że w pewnym stopniu wszystko się pomieszało. Pewnie wydawać ci się będzie, że wygląda to na kiepskie wytłumaczenie. Dla mnie wystarczające. Nie mogę tego pojąć, więc zamierzam odejść.

Przed naszym spotkaniem pokazałaś mi swój pamiętnik, a potem uprawialiśmy seks na drewnianej podłodze twojego salonu. Wciąż pamiętam sposób, w jaki rośliny filtrowały światło słoneczne i odgłos czajnika, w którym właśnie gotowała się woda na herbatę. Później nasz syn podszedł do krawędzi łóżka i zapytał, gdzie znikłaś.

— Nie wiem — powiedziałem mu. — Myślę, że wkrótce wróci.

Wszedłem dziś do twojego gabinetu, spostrzegłem, ze zamieniłaś go w galerię. Nasze pierwsze wspólne zdjęcie, jakie kiedykolwiek wywołaliśmy gdzieś tam leżało. Zorientowałem się, że jestem w stanie podać datę każdego zdjęcia w pomieszczeniu, nawet tę, które jeszcze nie nadeszła. Powtarzały się w kółko, powstała bezładna mieszanina szczęśliwych wspomnień, każde z nich częściowo przysłonięte oślepiającym białym światłem. Przewróciłem słoik pełen pinesek, ale kiedy chciałem je pozbierać ogarnęły mnie zawroty głowy i musiałem wyjść.

Kochaliśmy się desperacko w twojej piwnicy, gdy powiedziałaś mi o czasoprzestrzeni. Powiedziałaś, że przyszłość jest tak samo realna jak przeszłość. Mówiłaś, że to, że cię w niej nie ma, wcale nie oznacza, że nie jest rzeczywista. Wspominałaś, że to tak samo jak z Bagdadem — istnieje mimo, że jesteś w Londynie. Gadałaś o względności czasu, stożkach świetlnych i zaginaniu przestrzeni. Nie ogarniałem nic oprócz tego, jak poruszały się twoje nagie piersi, jak twój oddech parował na zimnie. Potem, będąc na kolejce w wesołym miasteczku krzyczałaś, że tak już będzie zawsze. Pan, który sprzedawał balony, stracił kontrolę nad sznureczkami, a balony majestatycznie odleciały w kierunku nieba. To było piękne.

Jak tylko przedstawiłaś się, umówiliśmy się na kolejną randkę, a ja zapytałem znów dlaczego wybrałaś kino samochodowe. Powiedziałaś wtedy, że masz słabość do filmów klasy B. Stwierdziłaś, że szczerość prezentowana w nich jest ujmująca, że porusza naszą wyobraźnie w sposób nieosiągalny dla wysokobudżetowych produkcji. Mówiłaś, że wszystkie science fiction, nie ważne jak ponure, mają w sobie nutkę optymizmu, bo przyszłość w ogóle w nich istnieje. Byliśmy w sali posiedzeń, a ty wyjaśniałaś zgromadzonym inwestorom działanie Maszyny. Uśmiechali się i przytakiwali. Tak naprawdę, w ogóle nie rozumieli, o co chodzi, ale specjaliści powiedzieli im, że twój pomysł jest bardzo obiecujący, a co więcej mimo wszystko wojna wisiała w powietrzu. Kawa smakowała okropnie a ja wciąż wierciłem się w fotelu. Byłaś rozpromieniona. Nikt nie zapytał, co się stanie, jeżeli Maszyna się zepsuje.

Dziś obserwowałem jajka upadające na kuchenną podłogę. Wydawały dziwne trzaskające dźwięki. Wznosiły się w górę, by po chwili spocząć na ladzie. Helikopter ryczał gdzieś nad naszymi głowami, a nasz syn przyszedł do mnie i powiedział, jak bardzo był przerażony. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć. Wybuchła wojna i nikt nie był w stanie powiedzieć, jak się zakończy.

Pamiętam twoją reakcję, gdy czytałaś ten list. Pamiętam jak ostatnia linijka, w której mówię, że nie tak miało wyglądać nasze życie, wywołała u ciebie łzy. Odwróciłaś się wtedy do naszego syna i próbowałaś mu wytłumaczyć, że zniknąłem. Ale jak mogłaś niby to zrobić? Co znaczy „zniknąć” dla takiego dziecka? Potem leżeliśmy razem pod gołym niebem, gdy pierwsze fajerwerki zostały wystrzelone w powietrze. Pochyliłaś się i pocałowałaś mnie po raz pierwszy. Smakowałaś jak popcorn. Nie mogę obwiniać cię za nowego męża.

Wreszcie, gdy wróciłaś byłaś młodsza. To było dla nas najtrudniejsze, tak myślę. Nie mieliśmy już tych samych wspomnień. Złapałaś mnie za rękę i powiedziałaś, że wszystko będzie w porządku, że wcale się nie zmieniłaś, ale tak naprawdę oboje wiedzieliśmy, że nie było w tym ani krzty prawdy. Czas zmienia ludzi. Tak to działa.

Dziś  zszedłem do piwnicy i gapiłem się na Maszynę. Pamiętam dzień, w którym ją włączyłaś, jakby to było wczoraj. Będziesz stać  na czele tłumu reporterów z naszym synkiem i swoim nowym mężem przy boku i będziesz wygłaszać mowę o tyranii czasu i śmierci, o triumfie nauki i o wyzwoleniu. W środku jednak, wciąż będziesz myśleć: „Chciałabym żeby on mógł to zobaczyć”. Wiem o tym, stąd, że zanim się spotkaliśmy pokazałaś mi swój pamiętnik, w którym opisałaś ten dzień. Jak mogłabyś tego nie zrobić? To był najważniejszy dzień twojego życia. Ocaliłaś nas przed wrogiem i przyczyniłaś się do zakończenia wojny. Kazałaś mi to zatrzymać. Nic nie mogłem zrobić. Przyszłość jest tak samo rzeczywista jak przeszłość. Nie ma już „przed” ani „po”. Przez ciebie nigdy nie było.

Nie tak miało wyglądać nasze życie.

Oryginalne opowiadanie:  Tim Maly
Przekład: Marcin Kucharski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s